Wizyta w fabryce G-klasy w Graz i jazdy testowemotoryzacja

Wizyta w fabryce G-klasy w Graz i jazdy testowe

Wspólnie z Mercedes-Benz Polska odwiedziłem fabrykę G-klasy usytuowaną w miejscowości Graz w Austrii. Było dużo zwiedzania, jazdy w terenie i nie tylko!

Na swoich stronach internetowych napisałem, że jestem fanem japońskiej motoryzacji, która towarzyszy mi od dawna. Mercedes postanowił pokazać mi, za co ludzie od wielu lat kochają ich samochody. Początek naszej wycieczki zaczął się 19 października w Warszawie. Z samego rana, a właściwie jeszcze przed wschodem słońca, wsiedliśmy w Mercedesa c450 AMG i ruszyliśmy w blisko 900 kilometrową trasę. Moim towarzyszem podróży był Michał Wardak, który w Mercedesie-Benz Polska zajmuje się public relations. Warto wspomnieć, że nasze auto było maksymalnie wyposażone i niemal przez całą trasę odkrywałem kolejne ciekawe rozwiązania i pomysły zastosowane przez Mercedesa. Świetny samochód. 

 

Do Austrii pojechaliśmy C450 AMG

Do Austrii pojechaliśmy C450 AMG

Do Austrii przyjechaliśmy w środę po południu. Zatrzymaliśmy się w hotelu Europa, do którego nieco później dojechała również grupa z Krakowa. W trakcie trasy rzuciło mi się w oczy kilka rzeczy. Przede wszystkim to, jak grzecznie jeżdżą kierowcy za granicą. Nie ma tutaj wymuszeń, przepychanek, szeryfów lewego pasa czy aut nadmiernie przekraczających prędkość. Nie ma także wszechobecnych znaków, które w Polsce sprawiają wrażenie rozmieszczonych bez sensu i na kilogramy.

Pozytywne wrażenie zrobił na mnie hotel. W sumie musiał kosztując blisko 170 euro za noc. Wybór w trakcie śniadań był większy niż karta w większości polskich restauracji. Sam pokój bardzo dobrze wyposażony, czysty i zadbany. Uwierzcie mi, byłem w hotelach o znacznie większej liczbie gwiazdek, a pokoje wyglądały jak po wojnie lub PRL. Tutaj wszystko było eleganckie i na swoim miejscu. Była nawet moja ulubiona herbata w pokoju. 

Po wejściu do pokoju, na łóżku czekało na mnie zaproszenie na G-Class Experience z pełnym harmonogramem wydarzenia. Miało odbyć się dopiero następnego dnia z samego rana, więc ruszyliśmy na zwiedzanie Graz. Dołączył do nas Paweł Durka, który jako product manager w Mercedes-Benz Polska, wie wszystko o tych autach.

Zaproszenie na G-Class experience

Zaproszenie na G-Class experience

Nigdy nie byłem w Austrii, nie znam też specjałów kuchni austriackiej dlatego w pełni zaufałem moim kompanom. Kolacja była świetną okazją, aby lepiej się poznać. Zamówiliśmy sznycle z jagnięciny oraz degustowaliśmy lokalne trunki. Zwróciłem uwagę na ilość osób w lokalach. Nawet w środku tygodnia są wypełnione po brzegi i bez rezerwacji ciężko jest gdziekolwiek zamówić stolik. Jedzenie jest dość tłuste, ale bardzo smaczne. Przypadło mi do gustu. Nie kupuję natomiast wszechobecnego dodawania ziemniaków do wszystkiego, nawet do sałatek. Taksówkami jeżdżą głównie Mercedesy ale także… Toyoty Prius. 

Wyjazd do fabryki Magna Steyr w Graz

O poranku następnego dnia, przed głównym wejściem do hotelu czekało na nas pięć Mercedesów klasy G w wersjach AMG. Dwudziestocalowe felgi robią wrażenie, podobnie jak znaczek AMG, pod którym na błotniku kryje się magiczny napis V8 biturbo. Te silniki nie tylko świetnie napędzają auto, ale również brzmią. Miałem wybrać sobie dowolne auto, które zawiezie mnie do fabryki Magna Steyr w Graz.

Przed hotelem czekały na nas G-klasy w wersjach AMG

Przed hotelem czekały na nas G-klasy w wersjach AMG

Do fabryki dojechaliśmy w niespełna pół godziny. To potężny ośrodek, do którego przylega również specjalny tor do jazdy testowej. Nie brakuje na nim różnych wzniesień, płyt poślizgowych czy nieco trudniejszego terenu. Fabryka produkuje G-klasę również dla wojska m.in. szwajcarskiego dlatego wewnątrz montowni nie mogliśmy robić zdjęć. Po prezentacji modelu, jego historii oraz ciekawostek z nim związanych zwiedziliśmy fabrykę. Jest tak duża, że jeżdżąc po niej meleksami trwało to w sumie prawie 30 minut. Zobaczyliśmy jak powstaje G-klasa, a w szczególności jak składane czy szyte są poszczególne elementy i jak stopniowo tworzy to całość. Wszystko w środku składane jest ręcznie. Robi to niesamowite wrażenie ale wymaga również mnóstwa pracy. Fabryka zatrudnia około 2000 pracowników, którzy pracują w systemie dwuzmianowym, pięć dni w tygodniu. W ciągu dnia z linii montażowej zjeżdża nawet 100 Mercedesów G-Klasy. W ciągu roku daje to 25 tys. aut, z których blisko 5000 przeznaczonych jest dla wojska. Wciąż najpopularniejszym modelem jest G63 i G65 w wersjach AMG. Te wersje stanowią blisko ponad połowę wszystkich sprzedawanych cywilnych modeli tej klasy. Gdzie trafiają? Oczywiście jest to głównie Arabia Saudyjska. 

G350 na torze zręcznościowym

G350 na torze zręcznościowym

Po zwiedzaniu fabryki nadszedł czas na poznanie systemów G-klasy w praktyce. Przed fabryką znajdują się specjalne konstrukcje, które symulują najcięższe warunki terenowe. Nie brakuje również dziesiątek modeli G-klasy w różnych wersjach. Są tutaj zarówno G350 z silnikiem diesla, rzucające się w oczy wersje 4x4x2 czy auto z silnikiem V12 doładowany dwiema turbinami. Konkretne auta możecie zobaczyć w galerii, do której odsyłam na końcu artykułu. 

Schöckl czyli tor dla terenówek

Kolejnym punktem wycieczki był wyjazd na górę Schöckl, znajdujące się kilkadziesiąt kilometrów od fabryki w Graz. Ciekawostką jest to, że na ten tor wjazd mają wyłącznie auta sygnowane logiem Mercedesa i G-klasy. Moim instruktorem i kierowcą był Karl Studeny, który w Mercedes-Benz pracuje od końca lat 90. Jest inżynierem, który udoskonala pojazdy i kierowcą prototypów oraz mocniejszych aut. To on, jako jedyny mógł prowadzić wersję z napędem na… sześć kół. To te słynne, potężne auto, które znacie pewnie z programu TopGear. Z Karlem spędziłem pół dnia i mieliśmy okazję rozmawiać o wielu rzeczach, w tym o jego karierze, początkach pracy, tym czym zajmuje się w Mercedesie oraz co robi w wolnych chwilach. Ten bardzo sympatyczny facet w pracy jeździ autem V12 biturbo, a na co dzień starym oplem. Bardzo lubi chodzić na grzyby, łowić ryby i grać w piłkę nożną. Zaprosił mnie na wspólną grę, ale ostrzegł, że jest dobrym stoperem i nie będzie mi łatwo.

Karl Studeny w drodze na górę Schöckl

Karl Studeny w drodze na górę Schöckl

Nie bez powodu wplatam do tej historii Karla. Karl pomógł mi w lepszy sposób poznać G350, którą miałem zmierzyć się z górą Schöckl. W sposób iście profesorski pokazał mi w praktyce działanie wszystkich przełączników, blokad, reduktora itp. Szkolenie przydało się. Pokonałem tor w stałym tempie, pewnie przesuwając się do przodu zarówno po kamieniach, wzniesieniach jak i śniegu, którego tego dnia nie brakowało. Instruktorzy zachwalali padający od kilku dni deszcz tłumacząc, że im gorsze warunki tym lepiej zobaczymy jak świetnie radzą sobie napędy w G-Klasie. Gdy wysiadłem na chwilę zrobić parę zdjęć, po pierwszym kroku prawie poleciałem w pierwsze z brzegu krzaki. Było bardzo ślisko, ale na aucie wydało się to nie robić żadnego wrażenia. Później pojechaliśmy na obiad, na którym mieliśmy kolejną okazję poznać się bliżej z całą ekipą. Muszę przyznać, że góra Schöckl jest pięknie położona. Widok z 1500 metrów, gdzie znajdował się tor jest świetny. Szybko jednak okazało się, że w programie mamy jeszcze jedną… ekstremalną rzecz – jak najszybszy zjazd z toru. Zobaczycie to na filmie. 

Na szczycie góry Schöckl

Na szczycie góry Schöckl

Początkowo Karl i inni kierowcy jechali wyjątkowo spokojnie opowiadając dowcipy i ochoczo żartując. Próbowali uśpić naszą czujność w trakcie pokonywania asfaltowej drogi prowadzącej od restauracji do toru. Nagle auto zjechało z asfaltu na trasę, na którą nie poszedłbym nawet piechotą. Duży kąt nachylenia, ogromne głazy, błoto i drzewa ocierające się o auto, to tylko część elementów potęgujących wrażenie. Auto tak rzucało w każdą stronę, że nie martwiłem się już o obiad, a o wszystkie narządy wewnętrzne. Moje nerki zachowywały się jak kulka w maszynie do pinballa. Chciałem jednak mieć jak najlepsze nagranie. Zaparłem się nogami i łokciami co chwilę pytając Karla czy ma ubezpieczenie na życie i czy kiedyś ktoś zginął w trakcie G-class Experience. Z uśmiechem odpowiedział, że ma i nigdy nikomu się nic nie stało oraz, że za chwilę droga nie będzie tak kręta i jeszcze bardziej przyspieszymy. Karl bardzo przejął się i chciał, bym nagrał jak najlepszy materiał dlatego popędzał innych kierowców i wybierał najbardziej ekstremalne elementy trasy. Zaśmiałem się, że moja Grand Vitara ze stałym napędem na 4 koła przed wjazdem na tor włączyłaby tryb autodestrukcji i rozpadłaby się na pierwszym kamieniu.

G-klasa zrobiła na mnie wielkie wrażenie. Auto wytrzymało wszystko, nic się z nim nie stało, nic nie uszkodziliśmy, ba, nawet nic nie zaskrzypiało czy stukało w drodze powrotnej. Karl tłumaczył, że te auta jeździły już po tym torze kilkaset razy! Wymieniane są dopiero wtedy, gdy trzeba przetestować nowy model i że jeszcze nigdy nikt nie uszkodzili żadnego z nich. Opony też nie są wzmacniane i całe auta są w wersjach jakie można normalnie kupić.

Powrót na tor w Graz

Powrót do fabryki G-klasy nie był ostatnim punktem naszego wyjazdu. Przy samej fabryce znajduje się osłonięty z zewnątrz tor testowy. To tutaj kierowcy różnych wersji tego modelu sprawdzają go w możliwie najbardziej ekstremalny sposób. Za bramą czekała na nas niespodzianka – Mercedes-Benz G63 z napędem 6×6 oraz jedna V8, V8 biturbo i oczywiście V12 biturbo. Auta po prostu latały po torze wydając z pod maski ryk silników w układzie V. Wersji z napędem na sześć kół nie da się już kupić.

Mercedes-Benz G63 z napędem 6x6

Mercedes-Benz G63 z napędem 6×6

Fabryka stworzyła niewiele ponad sto sztuk i wszystkie zostały od razu zamówione. Ciekawostką jest specjalne odznaczenie dla uczestników wyjazdu. Osoby, które najlepiej poradziły sobie w terenie w górach otrzymały pamiątkowy medal. Do hotelu również wróciliśmy G-klasą w pakiecie AMG. 

Podsumowanie wyjazdu z Mercedes-Benz Polska

Przyznam Wam, że długo zastanawiałem się czy pojechać tak daleko w trasę. Postanowiłem sprawdzić, co kryje się za stwierdzeniem, że po wspólnym wyjeździe odmieni się moja opinia o Mercedes-Benz. Po tych kilku dniach mogę śmiało stwierdzić, że było warto. Było warto, bo moja opinia faktycznie się zmieniła. Byłem i nadal jestem pod wielkim wrażeniem polskiej i zagranicznej ekipy Mercedesa. Wszyscy są bardzo pozytywnie zakręceni i widać, że mają olbrzymią pasję i wiedzę. W fabryce podchodzili do mnie pracownicy pytając o sprzęt, który mam na szyi, podpowiadali, co ciekawego będzie się działo i jak fajnie mogę to pokazać. Gdy na torze testowym zaczął padać deszcz, nawet nie wiem kiedy podbiegł do mnie szef ekipy z parasolem. Widział, że odłożyłem swój bo przeszkadzał mi w robieniu zdjęć i nagrywaniu filmów. Gdy pomyliłem auto, którym przyjechałem, jego kierowca – Karl szukał mnie po innych samochodach i nie ruszył do póki nie znalazł mnie i nie pomógł zabrać sprzętu. Wszyscy byli przez cały wyjazd bardzo serdeczni i rozmowni. To wszystko detale, ale ja jestem detalistą bo to one tworzą ogólne wrażenie. W tym przypadku jest bardzo pozytywne. Czułem się jak VIP, a to bardzo miłe uczucie. Gdybym miał wolny milion złotych to pewnie kupiłbym sobie taką G-klasę w podziękowaniu za ich pracę. 

Przeczytaj także: