ENGWE P275 SE – recenzja miejskiego i w pełni legalnego roweru elektrycznego z torque sensor

Kategorie artykułu:

Opublikowany:

- Reklama - [adinserter block="1"]

P275 SE to nowość w ofercie Engwe, która cechuje się zaawansowanym czujnikiem nacisku na pedały, kompletem hydraulicznych hamulców tarczowych, świetnym wyglądem i w pełni legalnym napędem. Jak sprawuje się w praktyce? Jaki ma zasięg? Jak działa wspomaganie i czy warto go kupić? O tym w dzisiejszej recenzji. Rower właśnie trafił do sprzedaży. Jeżeli chcecie kupić ten model, w opisie dodałem mój kod rabatowy na -100 euro, oraz bezpośredni link do sklepu Engwe. Wy otrzymacie niezłą zniżkę, a ja drobną prowizję by móc nadal rozwijać kanał i bloga. Dziękuję za wsparcie moich projektów!

Pierwsze wrażenia

Pierwszy kontakt z rowerem i od razu dwie rzeczy rzucają się w oczy: kolor i detale. P275 SE kupicie w dwóch wersjach, szarej lub błękitnej. Obie są w takim satynowym wykończeniu na pograniczu matu, który delikatnie łapie światło i wygląda po prostu świetnie. Rama w kształcie litery V jest w kolorze bazowym. Widelec, kierownica z adapterem, sztyca, bagażnik i wkładana od góry w ramę bateria są za to w czarnym macie. Patrząc z profilu, w rejonie suportu widać charakterystyczną pogrubioną fragment ramy, który kryje sterownik i lekko powiększa sylwetkę przy korbie. Mnie to nie razi – wręcz przeciwnie. Rower wyróżnia się na tle innych miejskich elektryków. 

Rower przyjeżdża wstępnie złożony, więc wielkiej roboty nie ma. Najwięcej czasu poszło mi na bagażnik, bo jego mocowanie jest dwuczęściowe. Trzeba poluzować uchwyt pod siodełkiem i z jego drugiej strony przełożyć śrubę przez bagażnik. Następnie należy odkręcić wsporniki tylnego błotnika i w to miejsce wkręcić je razem z mocowaniami bagażnika. Wymaga to trochę siły, precyzji i cierpliwości by wszystko dobrze dociągnąć i ustawić na swoim miejscu. Reszta elementów, jak koło, kierownica i pedały, ich montaż odbył się bez niespodzianek. Po złożeniu roweru okazało się, że producent wszystko sensownie już ustawił. Przewody są schowane w ramie, hamulce nie obcierają, nie ma żadnych luźnych elementów. Zostało jedynie przejechać się w koło komina i ustawić pod siebie wysokość siodełka i kierownicy. 

Pozycja za kierownicą

Regulacja pozycji to duży plus. Mostek ma przegub, którym mogę obniżyć kierownicę wysuwając ją do przodu albo podnieść i przybliżyć do siebie, więc dobranie ergonomii jest proste. Przy moich 182 cm wzrostu szybko znalazłem wygodną, lekko wyprostowaną pozycję bez kombinowania z dystansami. Żona ma 170 cm i po chwili ustawiania też usiadła komfortowo, więc zakres regulacji faktycznie ogarnia kilka wzrostów w rodzinie. Rama w kształcie litery V robi tu trochę za mini damkę. Z przyzwyczajenia i tak często przechylam rower i przerzucam nogę jak w MTB, ale jeśli akurat wiezie się torbę z zakupami na bagażniku, docenia się możliwość wsiadania bez akrobacji.

- Advertisement -

Waga ma znaczenie i tutaj Engwe pozytywnie zaskakuje. Specyfikacja mówi o 24,4 kg, a w praktyce czuć, że to sporo mniej niż w wielu elektrykach czy fatbike’ach, które potrafią być o 15–25 kg cięższe. Dzięki temu łatwiej manewrować przed domem, wrzucić koło na krawężnik albo przenieść rower po schodkach. Ta lekkość przekłada się też na zabawę w zakrętach – lubię się nim kłaść, bo prowadzi się pewnie i chętnie, bez uczucia, że masa wypycha mnie na zewnątrz łuku – a przy mojej setce wagi każdy kilogram mniej naprawdę robi różnicę. Świetnie się nim jeździ też jak na zwykłym rowerze. Nie trzeba nawet często używać wysokiego wspomagania by bawić się jedynie przerzutkami na równym terenie. 

Opony i hamulce

Opony są typowo miejskie. Koła mają rozmiar 27.5 cala, a opony szerokość niespełna dwóch cali. Nie mamy tu balonów robiących z roweru ponton. Profil jest węższy, dzięki czemu P275 SE wygląda lekko i żwawo toczy się po asfalcie. Zjechałem też kawałek w piasek i drobny szuter – czułem się cały czas pewnie, bieżnik trzyma i nie szuka natychmiast uślizgu przy rozsądnym ciśnieniu, co jak na oponę miejską jest miłą niespodzianką.

Układ hamulcowy to hydrauliczne tarcze 160 mm z przodu i z tyłu. Rower hamuje, ale spodziewałem się ostrzejszego gryzienia klamek. Mam wrażenie, że zaciski są jednotłoczkowe i odczucie jest raczej miękkie. Koła da się zablokować, jednak nie ma tu tej ostrej, sportowej charakterystyki, jaką znam chociażby z modelu Engwe Engine Pro 2.0, gdzie hamulce są jak żyleta. Do codziennej jazdy w mieście wystarczy, choć cięższym osobom przydałaby się tutaj dodatkowa regulacja. 

Oświetlenie jest kompletne, choć z zastrzeżeniem. Z przodu mamy lampkę LED. Nie jest może jakoś super mocna, ale w zupełności wystarczy, żeby nas było widać. Z tyłu świeci światło pozycyjne i tutaj znalazłem kolejny minus: brak funkcji stopu. W każdym elektryku przyjemnie mieć lampkę reagującą na hamulec, bo gdy jadę za kimś szybciej, sygnał stopu pozwala przewidzieć, co się za chwilę wydarzy. Tutaj przy wciskaniu klamki nic się nie zmienia.

Bateria i zasięg w rowerze

Bateria wsuwa się od góry w tunel ramy i jest jedną z mniejszych, z jakimi jeździłem w ostatnich miesiącach. Mamy tutaj układ 36 voltów i pojemności 13 Ah. Aby wyjąć baterię, należy przekręcić kluczyk – wtedy ochoczo wyskakuje ze slotu. Możemy ją ładować zarówno w rowerze, jak i osobno zabierając do domu. Co istotne, na papierze akumulator może wydawać się ekstremalnie mały. Jednak ten P275 SE ma czujnik momentu obrotowego, więc elektronika nie wspiera nas dając zawsze pełną moc silnika. Dobiera ją dokładnie tyle, ile aktualnie jest potrzebne. Dzięki temu przy rozsądnej jeździe zużycie energii potrafi być znacznie niższe niż w konstrukcjach z prostym czujnikiem kadencji. Podobne wyniki obserwowałem w innych testach rowerów z torque sensorem, gdzie bardziej naturalne, proporcjonalne wsparcie przekładało się na dłuższy zasięg i lepszą kontrolę w mieście.

- Advertisement -

Jeżeli oglądaliście poprzednie moje recenzje rowerów elektrycznych wiecie, że wcale ich nie oszczędzam i najczęściej latam nimi tyle, ile fabryka dała. Realnie tym rowerem jestem w stanie utrzymać prędkość przelotową na poziomie 35 km/h. Przy mojej wadze – blisko stu kilogramów, maksymalnym poziomie wspomagania, mogę bez problemu przejechać około 60 kilometrów, co jest wynikiem rewelacyjnym. Przy bardziej spokojnej jeździe i przy mniejszych poziomach wspomagania zasięg rośnie do 75-85 kilometrów. 

W przypadku baterii mam też jedno zastrzeżenie. O ile, aby wyjąć baterię należy użyć kluczyka, tak jest ona domyślnie zawsze włączona. W innych modelach ebike baterie mają dodatkowe przełączniki włącz/wyłącz schowane w ramie. Jeżeli zostawiamy rower na chwilę np. przy sklepie, wysuwając baterię możemy ją wyłączyć i ponownie schować w ramie. W ten sposób utrudniamy życie potencjalnemu złodziejowi. Tutaj wyświetlacz aktywujący wspomaganie można włączyć zawsze i jedyna opcja aby się tak nie dało zrobić, to zabrać baterię ze sobą (co jest niepotrzebnym kłopotem). Docisk samej baterii do ramy też wymaga drobnej regulacji, bo nie jest perfekcyjnie zlicowana i odstaje rogiem na górze. 

Amortyzacja

Engwe P275SE wyposażony jest w amortyzowany widelec. To zwykły amortyzator sprężynowy zamocowany nieco pod kątem. Nie ma dużego skoku znanego np. z MTB. Nie mamy tutaj też klipsu ułatwiającego regulację stopnia tłumienia wstrząsów. Siodełko jest typowo miejskie nieco spłaszczone, ale da się je regulować w poziomie. Brakuje mi za to amortyzowanej sztycy siodełka. Rower nie ma amortyzowanej ramy, a opony nie są tak grube jak w fatbike, więc przy szybszej jeździe czuć nieco nierówności. Zjeżdżając z krawężnika warto podnieść tyłek z siodełka. Jeśli będziecie często trafiać na kocie łby, krawężniki i dziury, rozważcie wymianę sztycy na amortyzowaną – przy sztywnej ramie i stosunkowo wąskich oponach dodatkowe centymetry ugięcia robią robotę i realnie poprawiają komfort pleców podczas miejskich przelotów.

Wspomaganie w P275 SE

Czujnik momentu w suporcie to w gruncie rzeczy malutki tensometr – coś jak waga łazienkowa w wersji mikroskopijnej. Aluminium wokół osi ugina się o ledwie kilka mikronów, a elektronika wychwytuje te odkształcenia niemal natychmiast, odczytując ile faktycznie ważą Twoje nogi, gdy pchasz pedały w dół. W P275 SE sygnał trafia dalej do sterownika, który co dwadzieścia milisekund sprawdza, czy dociskasz mocniej, czy słabiej, i na tej podstawie dolewa prądu do silnika albo go odcina. 

Dzięki temu rower reaguje bardziej jak przedłużenie nóg niż jak skuter z przyciskiem start–stop. Gdy ruszasz spod świateł, wspomaganie pojawia się płynnie, bez szarpnięcia; na podjeździe dyskretnie dorzuca waty dokładnie wtedy, gdy łydki proszą o pomoc; a na zjeździe zupełnie odpuszcza, bo czujnik wyczuwa, że korby obracają się bez nacisku. To dlatego elektryk z tensometrem prowadzi się tak naturalnie – w odróżnieniu od konstrukcji opartych tylko na czujniku kadencji, gdzie silnik budzi się dopiero po kilku ząbkach łańcucha i nie zawsze wtedy, kiedy naprawdę tego potrzebujesz. 

W praktyce wspomaganie w P275Se czuć jako gładkie, jednorodne pchnięcie, które wcale nie próbuje zastąpić Twoich nóg – raczej dyskretnie dorzuca brakujące procenty, dzięki czemu cała jazda pozostaje zaskakująco naturalna.

Silnik w tym rowerze ma moc 250 W i moment obrotowy wynoszący 43 niutonometry. Jest on w pełni legalny do jazdy drogami publicznymi. Moment obrotowy wydaje się dość niski, ale na jazdę w warunkach miejskich po w miarę równych szlakach, wspomaganie sprawia się zaskakująco dobrze. Na poziomie 5 przy mocnych sprintach od zera czuć mocne wspomaganie. Gdy trafiamy na większą górkę – nawet najwyższy poziom wspomagania nie pomoże i będziemy musieli mocno zredukować przerzutki i mocno operować nogami. 

Rower domyślnie zablokowany jest do 25 kilometrów na godzinę, ale istnieje możliwość zdjęcia tej blokady, ale pokaże Wam to w osobnym filmie.  

-reklama-

Podsumowanie

Engwe P275SE to świetny rower, który w momencie przedsprzedaży można było kupić z moim kuponem za niespełna 4000 zł. Świetnie wygląda, jest dość wygodny i z wielką przyjemnością pokonuje się nim kolejne miejskie kilometry. Nawet gdy wychodzę na krótkie wieczorne przejażdżki, robię jedno kółko więcej lub wydłużam sobie sam trasę bo tak przyjemnie mi się na nim jeździ. Wspomaganie działa rewelacyjnie i pozwala nieco poszaleć, zwłaszcza jak zwolni się odgórną blokadę 25 km/h. Ten ebike wspomaga pedałowanie, a nie wyręcza Cię w pedałowaniu dlatego jazda na nim jest tak naturalna, tylko szybsza. Zasięg też mnie pozytywnie zaskoczył, bo nawet na większych prędkościach i maksymalnym wspomaganiu mogłem przejechać przy tak małej baterii nawet 60 kilometrów. Rower ma jednak parę minusów. Baterii nie da się wyłączyć, więc każda osoba może włączyć rower i nim odjechać. Z jakiegoś powodu producent nie zastosował z tyłu światła stopu, co jest niemal standardem w każdym ebike. Hamulce mogłyby mieć możliwość dodatkowej regulacji na klamce, bo tak czasem sprawiają wrażenie za mało czułych. Dla większego komfortu miejskiego przydałaby się amortyzowana sztyca lub nieco grubsze siodełko. Tak to, jeżeli potrzebujesz roweru do miasta i nie mieszkasz w mocno górzystym terenie - Engwe P275SE to świetny wybór i jeden z moich ulubionych, tańszych ebike. Silnik mógłby mieć większy moment obrotowy, ale w tej cenie to naprawdę świetny wybór. 

Finałowy werdykt

Cena
9
Funkcjonalność
9
Łatwość obsługi
9
Jakość wykonania
9
Czy kupiłbym ponownie
10
-reklama-

Zobacz również:

Jakub Markiewicz
Jakub Markiewiczhttps://jotem.in
Prowadzę bloga jotem.in od 2013 roku. Prywatnie zajmuje się programowaniem, marketingiem i zarządzaniem mediami. Hobbistycznie lubię robić zdjęcia oraz kręcić filmy.
Subskrybuj
Powiadom o
0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze

Więcej w tej kategorii

Komentarze

Najnowsze

Engwe P275SE to świetny rower, który w momencie przedsprzedaży można było kupić z moim kuponem za niespełna 4000 zł. Świetnie wygląda, jest dość wygodny i z wielką przyjemnością pokonuje się nim kolejne miejskie kilometry. Nawet gdy wychodzę na krótkie wieczorne przejażdżki, robię jedno kółko więcej lub wydłużam sobie sam trasę bo tak przyjemnie mi się na nim jeździ. Wspomaganie działa rewelacyjnie i pozwala nieco poszaleć, zwłaszcza jak zwolni się odgórną blokadę 25 km/h. Ten ebike wspomaga pedałowanie, a nie wyręcza Cię w pedałowaniu dlatego jazda na nim jest tak naturalna, tylko szybsza. Zasięg też mnie pozytywnie zaskoczył, bo nawet na większych prędkościach i maksymalnym wspomaganiu mogłem przejechać przy tak małej baterii nawet 60 kilometrów. Rower ma jednak parę minusów. Baterii nie da się wyłączyć, więc każda osoba może włączyć rower i nim odjechać. Z jakiegoś powodu producent nie zastosował z tyłu światła stopu, co jest niemal standardem w każdym ebike. Hamulce mogłyby mieć możliwość dodatkowej regulacji na klamce, bo tak czasem sprawiają wrażenie za mało czułych. Dla większego komfortu miejskiego przydałaby się amortyzowana sztyca lub nieco grubsze siodełko. Tak to, jeżeli potrzebujesz roweru do miasta i nie mieszkasz w mocno górzystym terenie - Engwe P275SE to świetny wybór i jeden z moich ulubionych, tańszych ebike. Silnik mógłby mieć większy moment obrotowy, ale w tej cenie to naprawdę świetny wybór. ENGWE P275 SE - recenzja miejskiego i w pełni legalnego roweru elektrycznego z torque sensor