Postać kobieca we współczesnym kinie. Dlaczego są takie kiepskie?

Kategorie artykułu:

Opublikowany:

- Reklama -

W ciągu ostatnich 50 lat byliśmy świadkami pojawiania się inteligentnych, złożonych i fascynujących postaci kobiecych w filmie i telewizji. Postacie takie jak Sarah Connor, czy Ellen Ripley wywarły trwały wpływ na pokolenia widzów. Jednak wśród tych niezwykłych portretów wyłonił się inny typ postaci – silna postać kobieca. Zjawisko to było krytykowane za jego płytkość, banalność i brak głębi, co czyni go nieprzyjemną kopią doskonałych postaci kobiecych, które doceniliśmy w przeszłości. 

Określenie „silna postać kobieca” stało się nadużywanym hasłem, tracąc na znaczeniu w świecie kina. Silna postać kobieca stała się frazesem, podobnym do bezdusznego, zatwierdzonego przez korporacje żargonu używanego do promowania projektów. Ale dlaczego ten trend stał się tak powszechny i czym różni się od naprawdę dobrej postaci kobiecej? Bardzo ciekawy materiał na ten temat stworzył Will Jordan z kanału The Critical Drinker. Zagłębmy się wspólnie w ten problem.

Rozwój postaci jest kluczowy

Jednym z podstawowych problemów z silnymi postaciami kobiecymi jest ich brak kompetencji. W każdym dobrym filmie, czy serialu, bohater musi stawić czoła wyzwaniom i przeszkodom. To pozwala mu się rozwijać i ewoluować. Podróż zwykle wiąże się z walką, porażką i poszukiwaniem wskazówek od mentorów. Jednak silne postacie kobiece są często przedstawiane jako naturalnie biegłe we wszystkim, rzadko spotykające się z poważnymi niepowodzeniami lub przeciwnościami losu. Strach przed skojarzeniem porażki ze słabością sprawia, że pisarze odmawiają swoim bohaterom możliwości rozwoju osobistego. Koncentrując się na samorealizacji, postacie te podważają relatywność i empatię, których widzowie szukają w przekonującej historii. Jak mamy utożsamić się z bohaterem, który jest najlepszy we wszystkim?

Siła fizyczna to kolejny aspekt, w którym silne postacie kobiece zawodzą. We współczesnych filmach często drobne aktorki pokonują znacznie większych przeciwników, tak jakby sprawność fizyczna była jedyną miarą siły. Ta próba uczynienia postaci kobiecych fizycznie równymi mężczyznom pomija biologiczne różnice między płciami. Mężczyźni na ogół mają większą siłę fizyczną ze względu na takie czynniki, jak gęstość kości, masa mięśniowa i budowa ciała. Ignorowanie tych realiów w celu promowania ideologii równości na ekranie prowadzi do niewiarygodnych scen walki, które nie trafia do publiczności. Jakby zawodnik MMA ważący blisko 100 kilogramów uderzył dwa razy lżejszą główną bohaterkę w twarz, to skończyłoby się to nokautem praktycznie w każdym przypadku. Właściwie to nawet bez względu na płeć.

Wykreowana postać jest fałszywa

Co więcej, silnym postaciom kobiecym zwykle brakuje ludzkich cech osobowości i przeobrażenia, przebycia tej drogi, wykorzystywanie sprytu – czyli rzeczy, które tak lubimy. Sara Conor nie miała szans w starciu z Terminatorem, ale walcząc z nim wykorzystywała swój spryt. Współczesna postać kobieca staje się takim terminatorem, który nie ma słabych punktów – ma wielką moc, ale nie potencjał – ten może odblokować dzięki jakiemuś banałowi zapisanemu w scenariuszu. Rewelacyjnym przykładem takich uproszczeń jest najnowsza produkcja Disney+ „She Hulk”. Prawniczka, która w wyniku przypadku i wypadku stała się damską wersją Hulka. Pamiętacie profesora, który zamieniał się w zielonego olbrzyma, którego nie dało się w żaden sposób kontrolować? Gdy czuł się zagrożony, niekontrolowanie zmieniał się natychmiast w Hulka. Wtedy był nieobliczalny, tracił całkowicie swoją osobowość, a z każdym kolejnym przeobrażeniem zwiększało się ryzyko, że nigdy nie odzyska swojej ludzkiej postaci. Bohater stawał wielokrotnie przed dylematem – czy uratować bliskich ryzykując swoje życie? A She Hulk? Prawniczka staje się kobietą Hulk na zawołanie, głównie dla robienia sobie żartów. Wtedy też nie traci nic – dalej ma swoją osobowość, może odwrócić postać kiedy tylko chce, zyskuje super siłę i moc. Jaki jest koszt cudownych zdolności? Nie ma, bo „to silna kobieca postać”. 

- Advertisement -

Filmowa kobieta zerojedynkowa 

Zamiast ucieleśniać altruizm, współczucie, opiekuńczość, wrażliwość lub dziwactwo, kobiety często są przedstawiane jako pozbawione emocji, lekceważące, dominujące, agresywne, porywcze. Takie podejście wydaje się być reakcją na dotychczasowe stereotypy, mającą na celu oderwanie się od przedstawiania kobiet jako dam w opałach lub postaci nadmiernie seksualizowaniach. Jednak skutkuje to postaciami, którym brakuje autentyczności i głębi, pozostawiając publiczność odłączoną i niezaangażowaną.

W pogoni za równością i upodmiotowieniem pisarze często pozbawiają kobiece postacie kobiecości i zastępują je stereotypowymi męskimi cechami. Ta nadmierna rekompensata prowadzi do stworzenia postaci i scen, które czują się wymuszone i nienaturalne, ponieważ próbują naśladować męskie zachowanie i maniery. Postacie kobiece nie powinny jedynie przybierać powierzchownej fasady twardości, ale powinny mieć możliwość okazania szeregu emocji i wrażliwości. Zmniejszając wyzwania, słabości i niepowodzenia tych postaci, ich odwaga jest podważana, a ich relatywność cierpi.

W rezultacie silne postacie kobiece wydają się nijakie, sterylne, bezpłciowe, protekcjonalne i nieatrakcyjne. Widzowie mogą mieć trudności z wyartykułowaniem tego, czego brakuje tym postaciom, ale instynktownie rozpoznają brak autentyczności i związku. Naleganie Hollywood na promowanie silnych kobiecych bohaterów doprowadziło do rosnącego odrzucenia wśród widzów. Jak na ironię, trop silnej postaci kobiecej, który początkowo miał wzmacniać, stał się ich największą słabością.

-reklama-
-reklama-

Zobacz również:

Jakub Markiewicz
Jakub Markiewiczhttps://jotem.in
Prowadzę bloga jotem.in od 2013 roku. Prywatnie zajmuje się programowaniem, marketingiem i zarządzaniem mediami. Hobbistycznie lubię robić zdjęcia oraz kręcić filmy.
Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Więcej w tej kategorii

Komentarze

Najnowsze