Mistrzyni makijażu. Hanna Knopińska-Grzenkowicz o karierze z bloga do telewizji

Hanna Knopińska-Grzenkowicz od blisko trzech lat doradza internautom jak dbać o swój wygląd (kanał na YouTube: […]
Karolina Hirth Lubisz ten wpis

Hanna Knopińska-Grzenkowicz od blisko trzech lat doradza internautom jak dbać o swój wygląd (kanał na YouTube: digitalgirl13). Jej nagrywane w domu filmy odtworzono już ponad 4 miliony razy w serwisie YouTube.  Hania dostała swój program w telewizji TLC pt. „Mistrzyni makijażu”, gdzie dalej realizuje swoją pasję. Niedługo poprowadzi kolejny.

Hanna jest pewną siebie ale skromną 26-latką. Zastanawiała się przez niemal rok zanim zdecydowała się nagrać pierwszy poradnik dla Internautów. Udało się. W sieci śledzi ją ponad 20 tysięcy osób, a jej kariera przeniosła się z Internetu do telewizji. Do tej pory nagrała już 40 odcinków programu „Mistrzyni makijażu” dla telewizji TLC. Od listopada na antenie poprowadzi drugi program o nazwie „Salon ostatniej szansy”.

Hanna z wykształcenia jest psychologiem. Pochodzi z Kaszub. Wszystkiego uczyła się sama, technik, zasad, używania kolorów. Makijaż stał się jej prawdziwą pasją. – Moja siostra jest ode mnie o 8 lat starsza. Zawsze byłyśmy przesunięte o pół pokolenia. Jak ona dojrzewała, to ja biegałam po podwórku. Zawsze ją podglądałam i podziwiałam. Dużo się na niej wzorowałam. Samo zainteresowanie makijażem i wiedza na ten temat to bardzo dużo praktyki. Pochodzę z rodziny, gdzie kobiety są bardzo kobiece – noszą szpilki, wykonują makijaż czy chodzą w sukienkach. Od kiedy sięgam pamięcią, to zawsze rysowałam i malowałam. Miałam jakąś taką wewnętrzną potrzebę pracy z kolorem, która z wiekiem przeniosła się właśnie na makijaż – mówi Hanna Knopińska-Grzenkowicz.

Pierwszy raz zaczęła zajmować się makijażem w wieku 18 lat. Wymalowała niemal wszystkie koleżanki na studniówkę. Gdy ludzie zaczęli zaczepiać ją na ulicy pytając o dany efekt, uznała, że musi jej to dobrze wychodzić. Wtedy zainteresowanie przerodziło się w pasję. – Do rozpoczęcia swojej działalności w Internecie przymierzałam się blisko rok. Kupiłam pierwszy aparat cyfrowy, postawiłam go na półce i wręcz „modliłam się” do niego przez ten czas. Uważam do dziś, że to była świetna decyzja. Jest takie powiedzenie, że co wejdzie do Internetu, już tam zostaje na zawsze. Trzeba być pewną w stu procentach, aby coś dodać. Nastawiłam się na to, że moje materiały mogą spotkać się z krytyką, że ktoś obrzuci mnie błotem, że nie będzie zawsze różowo. Przez te 12 miesięcy dojrzewałam do decyzji, czy aby na pewno chce się zderzyć z tym światem pokazując swoją buzię innym. Kiedyś wróciłam z pracy, usiadłam i powiedziałam sobie, że to ten dzień i dziś nagrywam. Doskonale pamiętam pierwszy film. Zrobiłam recenzję pędzli do makijażu a film edytowałam w bardzo prostym programie. Nagranie było słabej jakości, głos mi na nim drżał. Następnie siedziałam i odświeżałam co chwilę stronę. Gdy zobaczyłam powiększający się licznik widzów, skakałam na łóżku z radości. Nie mogłam zrozumieć, że ktoś chce mnie oglądać. Cieszyłam się strasznie. Później widzów było coraz więcej – dodaje Hanna.

Sposób na sukces

Szybko okazało się, że tematyka wideo-bloga spotkała się z dużym zainteresowaniem. Hanna pokazuje w nich innym kobietom, że nie trzeba wydawać majątku, aby dobrze wyglądać, a wpływa to znacząco na samopoczucie i wizerunek. – Polki potrafią się malować. Problem jest tylko z wyborem odpowiednich specyfików. Dawniej w sklepach były dostępne produkty 2-3 firm. Teraz jest dużo kolorowych kosmetyków. Dojrzałe kobiety, które mają po 40 lat, po prostu nie wiedzą, jak z nich korzystać. Gdy były młodsze, to nie było takiego wyboru. Był np. jeden tusz, na który się pluło i w ten sposób tuszowało rzęsy. Ja miałam to szczęście, bo gdy dorastałam, to nowe produkty zaczęły wchodzić na polski rynek – zauważa.

Prowadzenie takiego bloga to niemal praca na pełen etat. Przygotowanie do nagrania, realizacja i edycja pochłania sporo czasu. Hanna czyta też wszystkie komentarze i dyskutuje z widzami. W maju tego roku założyła drugi kanał w Internecie i wyznaczyła sobie cel nagrania jednego filmu dziennie. – To już przyzwyczajenie, pewien rodzaj rutyny. Jednak każdy z bloggerów musi raz na jakiś czas odciąć się od tego wszystkiego i zrobić sobie dłuższą przerwę. Przychodzi taki moment, że nie ma się siły, natchnienia na to wszystko. Zwłaszcza, że komentarze pod nagraniami są różne – mówi „Mistrzyni makijażu”. Zdradza, że aktorka czy piosenkarka może wyłączyć komputer czy zamknąć gazetę i w ten sposób odciąć się od krytyki. Bloger aby się rozwijać musi być w stałej interakcji z innymi i musi ich słuchać. – O dziwo nie mam bardzo wielu negatywnych komentarzy u siebie. Jestem osobą otwartą, nikomu nic nie narzucam. Nie kreuję siebie, jako osoby wszystkowiedzącej. Jak zdarza się negatywna, ale konstruktywna krytyka, to trzeba to przełknąć i skorzystać z tego. Komentarze, które mają dla zabawy obrażać kogoś, kasuję od razu – wyjaśnia.

Zapraszamy do telewizji

Pewnego dnia Hannę zainteresował jeden z komentarzy pod jej nagraniem. – Pamiętam, że przeczytałam go akurat w pracy. Autor podpisał się jako producent telewizyjny. Pomyślałam, że znowu sobie ktoś ze mnie robi żarty. Przeczytałam treść koleżance, jako ciekawostkę, a ona skojarzyła adres e-maila z firmą, która wyprodukowała w Polsce program Big Brother. Pomyślałam, że nic nie szkodzi odpisać. Zaprosili mnie na spotkanie i tak się to zaczęło. Teraz mogę śmiało stwierdzić, że to jak wygrać w życiowego totolotka. Robić coś w życiu, co uwielbiasz i jeszcze za to Ci płacą. Mało ludzi może się tym poszczycić. Dopiero, gdy widzę pieniądze na koncie, to zdaję sobie sprawę, że to moja praca – żartuje Hanna Knopińska-Grzenkowicz. Praca na planie różni się jednak od tej w salonie w domu.

- Gdy pojawiłam się na planie, dowiedziałam się, co to jest balans bieli, czy jak prawidłowo ustawić światło. Do tej pory nie zwracałam uwagi na takie rzeczy. Uwielbiam pracę przed kamerą. Jako trzylatka już pozowałam przed aparatem rodziców. W gimnazjum biegałam z małą kamerą VHS i nagrywałam siebie i kolegów. To było dla mnie bardzo naturalne. Ekipa na nagraniach mówi mi, że mam dar od Boga, bo nie denerwuję się przed kamerą. Praca na planie to jednak bardzo ciężki wysiłek fizyczny. Są tutaj długie kwestie, które trzeba powiedzieć, trzeba mieć również kontrolę nad kamerami i wiedzieć, co się dzieje dookoła. Pracuję oczywiście w Warszawie. Tu są wszystkie imprezy, konferencje, nagrania. Mieszkam za to na Kaszubach. Muszę dojeżdżać i zawsze mam przy sobie swój kufer z kosmetykami. Waży 15 kilogramów – zdradza.

Najnowszy program z Hanią w roli prowadzącej będzie można zobaczyć już 6 listopada. Premiera „Salonu ostatniej szansy” o godzinie 22.30 na antenie TLC.

Oczywiście w trakcie rozmowy z Hanią nie mogło zabraknąć pamiątkowego blogerowego „dziubka” :)

026_1

  [Liczba odsłon: 2987]