679 zł za urządzenie, które właściwie robi tylko jedną rzecz: zamienia płyn w lodowatą, półpłynną masę. Brzmi jak sprzęt, który kupuje się pod wpływem chwili, przygotowuje trzy granity i jednego drinka, a później chowa na najwyższej półce w szafie. I właśnie tego najbardziej się obawiałem.
Kiedy w Lidlu pojawiła się maszyna do granity i slushy SilverCrest, uznałem, że trzeba ją sprawdzić. Nie tylko na soku pomarańczowym, który zawsze dobrze wygląda w reklamie, ale również na jogurtach pitnych, kawie, piwie, coli z rumem i wszystkim, co podczas testów wydawało się choć trochę sensowne. Kilka pomysłów podrzucili mi też widzowie na TikToku.
Sprzęt kupiłem za własne pieniądze. Regularna cena wynosiła 899 zł, ale promocja w gazetce obniżyła ją o 200 zł. Do tego wykorzystałem kupon o wartości 20 zł przy zakupach powyżej 200 zł i finalnie zapłaciłem 679 zł.
To nadal sporo jak za urządzenie, które wielu osobom kojarzy się przede wszystkim z wakacyjną granitą. Chciałem więc odpowiedzieć na jedno pytanie: czy po kilku napojach maszyna mi się znudzi, czy rzeczywiście znajdzie stałe miejsce w kuchni?
Mogę od razu zdradzić, że po kilku dniach zaczyna się patrzeć na zawartość lodówki zupełnie inaczej. Człowiek nie zastanawia się już tylko nad tym, co można wypić. Zaczyna myśleć, co można zamrozić i które składniki warto ze sobą połączyć.
Testowany SilverCrest to model dostępny w ofercie Lidla w 2026 roku. Przygotowuje granitę, slushy, frappe, mrożone koktajle mleczne, wino i drinki bez używania kostek lodu oraz bez konieczności wcześniejszego zamrażania pojemnika.
Maszyna do slushy SilverCrest – wygląd i pierwsze wrażenia
SilverCrest ma masywną, nowoczesną konstrukcję utrzymaną w czarnej kolorystyce. Urządzenie jest wysokie, ale stosunkowo wąskie. Dzięki temu nie zabiera całego blatu, choć zdecydowanie nie jest sprzętem, który po każdym użyciu bez problemu schowamy do małej kuchennej szafki.
Najbardziej widocznym elementem jest duży, przezroczysty zbiornik. To dobre rozwiązanie, ponieważ przez cały czas możemy obserwować, jak zwykły płyn stopniowo zmienia się w granitę, frappe albo mrożony koktajl.
Pojemnik mieści maksymalnie 1,9 litra napoju, natomiast minimalna ilość potrzebna do uruchomienia urządzenia wynosi 0,5 litra. Nie przygotujemy więc jednej małej szklanki na próbę. Maszyna najlepiej sprawdza się wtedy, gdy robimy napój dla kilku osób albo chcemy przygotować większą porcję na później.
Płyn wlewa się od góry przez otwór zabezpieczony przesuwaną klapką. Z przodu znajduje się duża, czarna dźwignia do nalewania gotowego napoju. Pod nią zamontowano przezroczystą osłonę, która kieruje zawartość do szklanki i ogranicza rozchlapywanie.
Jeszcze niżej umieszczono wyjmowaną tackę ociekową. Nie jest to wyłącznie dekoracyjny dodatek. Po zabraniu szklanki w osłonie i wylewce zwykle pozostaje trochę zmrożonego napoju. Zamiast kapać na blat, resztki trafiają właśnie do tacki.
Z boku urządzenia znajduje się dźwignia blokująca przezroczysty zbiornik. Po jej przekręceniu cały moduł jest mocno dociskany do konstrukcji. Gdy zwolnimy blokadę, możemy zdjąć pojemnik wraz z mieszadłem i dokładnie go umyć.
Pod głównym modułem ukryto dodatkową wysuwaną tackę. Zbiera wodę i pozostałości, które mogą pojawić się po płukaniu lub demontażu zbiornika. Całość stoi na silikonowych nóżkach, dzięki czemu urządzenie nie przesuwa się po blacie podczas pracy.
Pierwsze wrażenie jest więc dobre. Konstrukcja wygląda sensownie, poszczególne elementy mają konkretne zastosowanie, a obsługa nie wymaga studiowania instrukcji przez pół wieczoru.
Jak działa maszyna do granity bez kostek lodu?
Najciekawsze jest to, że do zbiornika nie wrzucamy kostek lodu i nie musimy wcześniej zamrażać składników.
Wewnątrz urządzenia znajduje się metalowy cylinder, którego powierzchnia podczas pracy osiąga bardzo niską temperaturę. Płyn zaczyna stopniowo zamarzać na jego ściankach. Obracające się mieszadło na bieżąco zeskrobuje cienką warstwę lodu, rozdrabnia ją i łączy z pozostałą częścią napoju.
Dzięki temu zamiast jednolitej bryły lodu otrzymujemy równomierną, półpłynną masę. Dokładnie taką, jaką znamy z granity albo klasycznego slusha.
Mieszadło ma również drugie zadanie. Podczas obrotu przesuwa zmrożony napój w kierunku przedniej części zbiornika i wylewki. Kiedy pociągamy za dźwignię, masa trafia do szklanki.
Cały proces trwa od około 20 do 70 minut. Czas zależy od ilości płynu, jego początkowej temperatury, zawartości cukru i alkoholu, wybranego programu oraz ustawionego poziomu zmrożenia.
Jeżeli wlewamy sok prosto z lodówki, pierwsza granita może być gotowa już po około 20 minutach. Gdy napój ma temperaturę pokojową, jest go prawie dwa litry albo zawiera sporo alkoholu, trzeba poczekać dłużej.
Maszyna oferuje pięć programów do przygotowywania napojów:
- Slush
- Frappé
- Mleczny koktajl
- Koktajl
- Wino
Dodatkowo dostępny jest osobny program do czyszczenia urządzenia.
Do wyboru mamy również pięć poziomów zmrożenia. Można przygotować bardziej płynny napój, który łatwo przechodzi przez wylewkę, albo znacznie gęstszą masę przypominającą niemal lody.
Producent podaje, że z pełnego zbiornika można uzyskać co najmniej osiem porcji. W praktyce liczba zależy oczywiście od wielkości używanych szklanek i apetytu osób stojących obok maszyny.
Test SilverCrest – soki, frappe, radler i mrożone drinki
Na początek poszedłem najprostszą drogą. Do zbiornika trafiły różne soki: najpierw pomarańczowy, następnie grejpfrutowy i porzeczkowy.
Jeśli sok był wcześniej schłodzony w lodówce, po około 20 minutach otrzymywałem napój o konsystencji typowej granity. Nie trzeba było dodawać lodu, rozcieńczać smaku wodą ani później walczyć z blenderem i jego czyszczeniem.
To właśnie tutaj maszyna do slushy z Lidla pokazała swoją największą zaletę. Wlewamy gotowy napój, wybieramy program i możemy zająć się czymś innym. Urządzenie cały czas miesza zawartość, a po zakończeniu pracy wydaje sygnał informujący, że można rozpocząć nalewanie.
Później zacząłem eksperymentować.
Do środka trafił radler. Następnie kawa z mlekiem przygotowana wcześniej w ekspresie. Później trzy truskawkowe jogurty pitne, z których powstał bardzo kremowy koktajl. Testowałem także różne soki i napoje, sprawdzając, jak zmiana poziomu chłodzenia wpływa na ich końcową konsystencję.
Najwięcej emocji wzbudziła jednak Cuba Libre. Rum zmieszany z colą trafił do zbiornika, a po zakończeniu pracy zmienił się w mrożony drink, który smakował zdecydowanie lepiej, niż się spodziewałem. Podczas spotkań okazał się prawdziwym hitem.
I tu zaczyna się problem, którego nie widać w specyfikacji. Po kilku udanych próbach człowiek zaczyna kombinować. Patrzy na półkę z napojami, zagląda do lodówki i zastanawia się, jak dana rzecz smakowałaby po zmrożeniu.
Maszyna okazuje się więc sprzętem nie tylko do zwykłej granity. Dobrze radzi sobie z frappe, napojami mlecznymi, piwem smakowym, sokami i drinkami. Trzeba jednak pamiętać, że skład płynu ma ogromne znaczenie.
Cukier, alkohol i mleko wpływają na konsystencję slusha
Nie każdy płyn zamarza w taki sam sposób.
Cukier obniża temperaturę zamarzania, dlatego słodkie napoje zwykle dobrze nadają się do przygotowania slusha. Alkohol również wpływa na cały proces, ale przy jego większej zawartości napój może pozostać zbyt płynny.
Nie można więc wlać dowolnej ilości mocnego alkoholu i oczekiwać, że urządzenie zrobi z niego gęstą granitę. Maksymalna deklarowana zawartość alkoholu w mieszance wynosi 16 procent.
W przypadku rumu o mocy 40 procent osiągnięcie tego limitu wymagałoby dodania około 670 ml alkoholu do jednego litra coli. Byłaby to dość ekstremalna mieszanka, ale pokazuje, że podczas przygotowywania typowego Cuba Libre pozostaje spory margines.
Największej uwagi wymagają jednak napoje mleczne i produkty, które mocno się pienią.
Przy trzech jogurtach pitnych oraz wysokim poziomie zmrożenia zamiast zwykłego koktajlu otrzymałem coś przypominającego lody włoskie. Masa była bardzo kremowa, gęsta i całkiem smaczna, ale po dłuższym pozostawieniu w urządzeniu zaczęła powoli przechodzić przez wylewkę. Stała się po prostu zbyt zwarta.
Nalewanie wymagało wtedy cierpliwości. Trzeba było poczekać, aż mieszadło przesunie masę do przodu, a czasem zmniejszyć poziom chłodzenia i pozwolić jej trochę zmięknąć.
Nie zawsze największe zmrożenie oznacza więc najlepszy efekt. W przypadku soków gęstsza konsystencja jest bardzo przyjemna. Przy mlecznych koktajlach może się okazać, że zamiast napoju przygotowaliśmy deser, który niezbyt chętnie opuszcza zbiornik.
Utrzymywanie zmrożonego napoju przez 12 godzin
Dużą zaletą SilverCrest jest możliwość utrzymywania zmrożonego napoju nawet przez 12 godzin.
Nie trzeba wypijać całej zawartości zbiornika natychmiast po zakończeniu programu. Można przygotować większą porcję przed przyjściem gości, pozostawić urządzenie włączone i nalewać napój przez kolejne godziny.
To szczególnie przydatne podczas spotkań rodzinnych, grilla lub imprezy. Maszyna stoi na blacie, mieszadło cały czas pracuje, a kolejne osoby mogą samodzielnie napełniać swoje szklanki.
Trzeba jedynie dopasować poziom zmrożenia do rodzaju zawartości. W przypadku gęstych koktajli mlecznych wielogodzinne chłodzenie może sprawić, że masa stanie się zbyt zwarta. Soki i klasyczne napoje gazowane zachowują się pod tym względem łatwiej.
Czy programy Slush, Frappé i Koktajl naprawdę się różnią?
W trakcie testów zacząłem się zastanawiać, jak duża jest faktyczna różnica pomiędzy poszczególnymi programami.
Niezależnie od tego, czy wybierałem Slush, Koktajl, Frappé czy Wino, mieszadło wyglądało na pracujące z podobną prędkością. W zbliżony sposób zachowywał się także układ chłodzenia. Nie zauważyłem wyraźnej zmiany charakteru pracy urządzenia.
Mam więc wrażenie, że programy różnią się przede wszystkim ustawionymi parametrami chłodzenia oraz momentem, w którym maszyna uznaje napój za gotowy. Wtedy na panelu pojawia się komunikat „Cool”, a urządzenie wydaje sygnał dźwiękowy.
Nie traktuję tego jako dużej wady. Wszystkie programy bazują na tym samym procesie: chłodzeniu, zeskrobywaniu lodu i mieszaniu. Nazwy ułatwiają wybór osobie, która korzysta z urządzenia pierwszy raz, ale po kilku użyciach ważniejszy staje się ręcznie ustawiany poziom zmrożenia.
To właśnie nim najłatwiej dopasować konsystencję do własnych preferencji.
Głośność i wygoda nalewania
SilverCrest nie pracuje bezgłośnie. Mieszadło obraca się przez cały czas, a w tle działa układ chłodzący. Dźwięk nie jest wyjątkowo uciążliwy, ale po kilkudziesięciu minutach wyraźnie go słychać.
Najlepiej pozostawić maszynę w kuchni. Nie stawiałbym jej w salonie obok telewizora ani w pokoju, w którym ktoś próbuje pracować lub odpoczywać. Szczególnie że przy pełnym zbiorniku przygotowanie napoju może trwać około godziny.
Mam też uwagę do dźwigni nalewania. Przy gęstym slushu działa dobrze, ponieważ masa spływa powoli i przewidywalnie. Problem pojawia się wtedy, gdy zawartość jest bardziej płynna, na przykład podczas czyszczenia albo przy niskim poziomie zmrożenia.
Jeśli szybko i zdecydowanie pociągniemy za dźwignię, strumień może uderzyć w przezroczystą osłonę i wylać się na bok. Wylewka mogłaby być lepiej wyprofilowana. Najbezpieczniej otwierać ją stopniowo, szczególnie gdy w środku znajduje się woda albo rzadki napój.
Jak wyczyścić maszynę do granity SilverCrest?
Po mrożonych koktajlach, napojach mlecznych i słodkich sokach czyszczenie mogłoby szybko stać się największym problemem. Na szczęście konstrukcja została dobrze przemyślana.
Urządzenie ma osobny program czyszczenia. Wystarczy nalać wodę do oznaczenia maksymalnego poziomu, uruchomić odpowiedni tryb i pozostawić maszynę na kilka minut. Mieszadło obraca się i pomaga wypłukać resztki napoju ze ścianek oraz trudno dostępnych miejsc. Podczas czyszczenia cylinder nie chłodzi zawartości.
Następnie wodę spuszczamy przez wylewkę, zwalniamy boczną blokadę i zdejmujemy cały przezroczysty moduł. Pojemnik oraz mieszadło można rozłożyć i dokładnie umyć osobno.
Wysuwane tacki również łatwo wyjąć i opłukać. Bieżące czyszczenie nie jest więc szczególnie czasochłonne.
Przy napojach mlecznych nie ograniczałbym się jednak wyłącznie do automatycznego płukania. W takim przypadku warto rozebrać moduł i dokładnie usunąć wszystkie pozostałości.
SilverCrest z Lidla czy Ninja Slushi?
Regularna cena maszyny SilverCrest wynosiła 899 zł. W tej kwocie różnica względem popularnego Ninja Slushi nie jest już bardzo duża, ponieważ urządzenie Ninja kosztuje około 1000 zł, zależnie od sklepu i aktualnej promocji.
Sytuacja zmienia się wtedy, gdy SilverCrest pojawia się w gazetce Lidla w obniżonej cenie. Ja zapłaciłem 679 zł, czyli około 300 zł mniej niż za konkurencyjne urządzenie, a otrzymałem bardzo podobny podstawowy zestaw możliwości.
SilverCrest przygotowuje slush, frappe, mrożone koktajle mleczne, wino i drinki. Ma pięć poziomów zmrożenia, zbiornik o pojemności 1,9 litra, program czyszczenia i możliwość utrzymywania gotowego napoju przez wiele godzin.
Nie przeprowadzałem bezpośredniego testu obu urządzeń obok siebie, dlatego nie twierdzę, że są identyczne pod względem wykonania i każdego parametru. Mogę jednak powiedzieć, że model z Lidla zrealizował wszystkie zadania, dla których go kupiłem.
Przy cenie promocyjnej jego opłacalność wypada bardzo dobrze. W regularnej cenie różnica względem Ninja jest mniejsza i wtedy decyzja wymaga dokładniejszego porównania aktualnych ofert.
Czy warto kupić maszynę do slushy z Lidla?
Najważniejsze pytanie nie brzmi, czy urządzenie działa. Działa i robi to zaskakująco dobrze. Pytanie brzmi, czy będziecie z niego regularnie korzystać.
Jeżeli chcecie przygotować jedną granitę dwa razy w roku, zakup urządzenia za 899 zł nie ma większego sensu. Taniej będzie użyć blendera, kostek lodu albo kupić gotowy napój.
Jeśli jednak lubicie frappe, mrożone kawy, granitę, zimne koktajle mleczne, radlery i drinki, maszyna daje dużo możliwości. Szczególnie podczas spotkań, imprez, grilla i rodzinnych weekendów. Najlepiej sprawdza się oczywiście w gorące, letnie dni.
Podoba mi się duży zbiornik, możliwość obserwowania całego procesu, szybkie działanie przy wcześniej schłodzonych napojach, regulacja konsystencji oraz stosunkowo łatwe czyszczenie. Dużą zaletą jest również to, że nie trzeba wcześniej przygotowywać kostek lodu ani zamrażać pojemnika.
Minusy? Urządzenie jest słyszalne, programy nie wydają się znacząco różnić sposobem pracy, a dźwignia nalewania mogłaby być lepiej wyprofilowana. Trzeba także nauczyć się dobierać poziom zmrożenia, ponieważ przy napojach mlecznych łatwo przejść od shake’a do konsystencji przypominającej lody włoskie.
Mimo tego jestem z zakupu zadowolony. Za 679 zł otrzymałem urządzenie, które nie skończyło na jednej granicie. Podczas testów przygotowałem soki, frappe, jogurtowy koktajl, piwo smakowe oraz mrożone Cuba Libre. Właściwie każdy z tych napojów wyszedł dobrze.
Czy maszyna zostanie ze mną na dłużej? Tak. Nie będę używał jej codziennie, ale zdecydowanie nie jest to sprzęt wyłącznie na jeden wakacyjny weekend.
Największym problemem może być tylko to, że kiedy urządzenie już stoi na blacie, człowiek zaczyna się zastanawiać, jak smakowałaby po zamrożeniu każda rzecz, którą znajdzie w lodówce.
Najczęściej zadawane pytania o maszynę do granity SilverCrest
Czy warto kupić maszynę do granity SilverCrest z Lidla?
Warto ją rozważyć, jeśli regularnie przygotowujecie granitę, frappe, mrożone kawy, koktajle mleczne albo drinki. Przy cenie promocyjnej około 679 zł urządzenie oferuje dużo możliwości. Jeśli zamierzacie używać go tylko kilka razy w roku, zakup może okazać się nieopłacalny.
Ile kosztuje maszyna do slushy SilverCrest?
Regularna cena testowanego urządzenia wynosiła 899 zł. W promocji zapłaciłem 679 zł po uwzględnieniu obniżki z gazetki oraz dodatkowego kuponu. Cena może się zmieniać zależnie od aktualnej oferty Lidla.
Jak długo SilverCrest przygotowuje granitę?
Przy schłodzonym wcześniej soku granita może być gotowa po około 20 minutach. Przy większej ilości płynu, temperaturze pokojowej albo napoju zawierającym alkohol proces może potrwać nawet 60-70 minut.
Czy do maszyny SilverCrest trzeba dodawać kostki lodu?
Nie. Urządzenie ma własny układ chłodzący z metalowym cylindrem, na którym stopniowo zamarza płyn. Mieszadło zeskrobuje warstwę lodu i tworzy równomierną konsystencję slusha.
Co można przygotować w maszynie do slushy z Lidla?
Można przygotować między innymi granitę z soku, frappe, mrożoną kawę, mleczne koktajle, radlera, wino i drinki. Końcowa konsystencja zależy od temperatury, ilości cukru, zawartości alkoholu oraz ustawionego poziomu zmrożenia.
Czy w SilverCrest można przygotowywać drinki z alkoholem?
Tak, ale mieszanka nie powinna przekraczać deklarowanego limitu 16 procent alkoholu. Przy zbyt dużej ilości mocnego alkoholu napój nie osiągnie odpowiednio gęstej konsystencji.
Czy maszynę do granity SilverCrest łatwo się czyści?
Urządzenie ma osobny program płukania, a zbiornik i mieszadło można zdemontować. Przy sokach czyszczenie jest stosunkowo proste. Po napojach mlecznych warto rozebrać cały moduł i dokładnie umyć poszczególne elementy.
SilverCrest czy Ninja Slushi – co wybrać?
Przy regularnej cenie SilverCrest różnica kosztu względem Ninja Slushi nie jest bardzo duża. Jeżeli jednak model z Lidla kosztuje około 679 zł, staje się atrakcyjną, tańszą alternatywą. SilverCrest oferuje zbliżone podstawowe zastosowania, choć bez bezpośredniego testu obu urządzeń nie można uznać ich za identyczne pod każdym względem.
