Są rowery elektryczne, które od razu robią efekt wow. Wystarczy jedno spojrzenie i już wiadomo, że producent chciał zagrać designem, nowoczesnością i pierwszym wrażeniem. Pasebike P29 Plus idzie jednak w zupełnie inną stronę. On nie próbuje nikogo uwodzić wyglądem. Wręcz przeciwnie.
Kiedy pierwszy raz na niego spojrzałem, pomyślałem raczej: „okej, to wygląda trochę jak garażowa przeróbka zwykłego roweru na elektryka”. I właśnie dlatego byłem bardzo ciekawy, co wydarzy się później. Bo czasem sprzęt, który na początku nie robi najlepszego wrażenia, potrafi po kilkudziesięciu kilometrach testów pokazać, że jego sens tkwi zupełnie gdzie indziej. Nie w designie, nie w marketingu, ale w praktyce. I dokładnie tak było w tym przypadku.
Pasebike P29 Plus to rower, który na pierwszy rzut oka wygląda surowo, trochę archaicznie i bez tej nowoczesnej elegancji, do której przyzwyczaili nas niektórzy producenci. Ale im dłużej nim jeździłem, tym mocniej miałem wrażenie, że ten model został zbudowany według bardzo prostego założenia: ma dawać dużo możliwości za rozsądne pieniądze. I to czuć niemal od pierwszych kilometrów.
W chwili tworzenia tego materiału ten rower kosztuje 3900 zł, a z moim kuponem rabatowym można kupić go jeszcze taniej. Jeśli ten materiał będzie dla Ciebie przydatny, będę wdzięczny za komentarz, subskrypcję i łapkę w górę. To bardzo pomaga rozwijać kanał.
- Link do roweru: https://jotem.in/link/PasebikeC29
- Kupon: PASEBIKE40E
Pasebike P29 Plus vs Duotts C29 – już po wyglądzie widać, że to bliscy konkurenci
Już na pierwszy rzut oka widać, z czym mamy do czynienia. Ten rower jest bezpośrednim konkurentem dla Duotts C29 i widać to od razu. Wykorzystuje bardzo podobną filozofię konstrukcji, a nawet tę samą ramę, którą znamy z pierwszej generacji tego modelu. Sterownik jest na wierzchu, bateria również nie została schowana w ramę, więc wszystko mamy tutaj podane jak na tacy. Nie ma żadnych sztuczek stylizacyjnych. Nie ma udawania droższego sprzętu. Jest prosto, konkretnie i trochę oldschoolowo.
To oczywiście ma swoje minusy. Największy jest taki, że Pasebike P29 Plus po prostu nie wygląda nowocześnie. Dla części osób będzie wręcz przypominał składaka zrobionego we własnym zakresie, trochę metodą prób i błędów. Taka stylistyka nie każdemu podejdzie i trudno się temu dziwić.
Z drugiej strony ten sam element, który psuje wygląd, daje też kilka bardzo ważnych korzyści. Skoro konstrukcja jest prosta i mniej kosztowna w produkcji, producent może zmieścić tu większą baterię i dołożyć lepsze komponenty bez wywindowania ceny. I właśnie to czuć w praktyce. Ten rower nie próbuje być elegancki. On ma być po prostu opłacalny.
Na początku obawiałem się też tej puszki sterownika umieszczonej nisko przy ramie. Na zdjęciach wygląda tak, jakby łatwo było nią o coś przytrzeć przy pierwszym lepszym krawężniku czy większej nierówności. W praktyce moje obawy okazały się przesadzone. Jeździłem nim w bardzo zróżnicowanym terenie i ani razu nie zdarzyło mi się zaryć sterownikiem o podłoże. To było akurat pozytywne zaskoczenie.
Pasebike P29 Plus – specyfikacja i wyposażenie lepsze niż w Duotts C29?
Jeżeli ktoś patrzy na Pasebike P29 Plus wyłącznie przez pryzmat ceny i wyglądu, może łatwo go zlekceważyć. Wystarczy jednak wejść trochę głębiej w to, co ten rower oferuje, żeby zobaczyć, że nie jest to przypadkowa konstrukcja.
Przede wszystkim dostajemy dużą baterię 21 Ah, a to od razu budzi skojarzenia z solidnym zasięgiem. W rowerze elektrycznym to jeden z najważniejszych elementów, bo nawet najlepszy silnik niewiele znaczy, jeśli po 30 kilometrach trzeba nerwowo szukać ładowarki. Tutaj od początku było widać, że producent postawił na sporą pojemność.
Druga sprawa to osprzęt. I właśnie tutaj Pasebike P29 Plus zaczyna wygrywać z Duotts C29, zarówno pierwszej, jak i drugiej generacji. Mamy hydrauliczne hamulce zamiast linkowych, regulowaną kierownicę, lepszą manetkę zmiany biegów z przodu, czytelniejszy wyświetlacz, torbę na bagażnik – choć akurat ta jest średniej jakości – i przede wszystkim czujnik nacisku na pedały, który zapewnia płynne i dyskretne wsparcie bez konieczności odpalania pełnej mocy silnika bez potrzeby.
To nie są detale, które dobrze wyglądają tylko w tabelce. To są rzeczy, których brak najbardziej krytykowałem w recenzji Duotts C29. Pasebike robi więc wiele rzeczy lepiej niż wspomniany Duotts, choć trzeba też uczciwie dodać, że jest od niego o kilka stówek droższy.
Czujnik nacisku w Pasebike P29 Plus – ogromna przewaga nad Duotts C29
To był moment, w którym Pasebike P29 Plus naprawdę zaczął zdobywać moje uznanie. Ten rower nie reaguje na pedałowanie w taki toporny sposób, jak wiele tanich elektryków. Nie ma tu sytuacji, że ciężko ruszyć z miejsca, bo czujnik kadencji nie wykrył jeszcze obrotu korbą. Wystarczy nacisnąć na pedał i wsparcie pojawia się natychmiast.
Co ważne, różnica między 1 a 5 stopniem wspomagania jest tu faktycznie odczuwalna. W Duotts C29 irytował mnie fakt, że rower zawsze dawał z siebie 100% mocy i próbował jak najszybciej rozpędzić się do ustawionej w sterowniku prędkości. I co najważniejsze – nie mieliśmy tu za bardzo nic do gadania, bo nie dało się tego sensownie regulować.
Tutaj wszystko działa znacznie bardziej naturalnie. Płynnie, bez szarpania, bez agresji i bez uczucia walki z elektroniką. Wspomaganie jest dyskretne, ale skuteczne. Nie dominuje jazdy, tylko ją wspiera. I właśnie dlatego już po krótkim czasie miałem wrażenie, że manetka gazu jest tutaj właściwie zbędna. Ten rower tak dobrze reaguje na nacisk na pedały, że po prostu nie trzeba kombinować.
Pod tym względem Pasebike P29 Plus jest o klasę przyjemniejszy w odbiorze niż Duotts C29. Tam mieliśmy więcej brutalnej siły i bardziej zero-jedynkowe oddawanie mocy. Tutaj wszystko jest dojrzalsze i bardziej rowerowe.
Jak jeździ Pasebike P29 Plus w wersji fabrycznej? Osiągi, komfort i codzienne użytkowanie
Jeśli zostawimy ustawienia fabryczne zgodne z przepisami, Pasebike P29 Plus jest rowerem raczej ułożonym niż dzikim. Nie ma tego agresywnego charakteru, którym czasem imponują mocniejsze modele po odblokowaniu. Początkowo bardzo mnie to zaskoczyło, bo ten model występuje w wersji 250 W oraz 1000 W.
Po rozmowie z producentem wyjaśniło się, że egzemplarze na rynek europejski są skręcone do 250 W. Dzieje się to za pomocą ograniczenia natężenia prądu, jaki może pobierać silnik. Dla trybu zablokowanego jest to 5 amperów. Na najwyższym wspomaganiu, na płaskim asfalcie, można spokojnie jechać około 30-33 km/h. Później wyraźnie czuć, że silnik zaczyna odpuszczać i rower nie chce już tak chętnie przyspieszać dalej.
I w gruncie rzeczy ma to sens, bo w tej konfiguracji jest to sprzęt przede wszystkim do miasta, na ścieżki rowerowe, do spokojniejszej jazdy rekreacyjnej albo dojazdów. W takim środowisku sprawdza się naprawdę dobrze. Wspomaganie jest płynne, pozycja za kierownicą wygodna, a szeroki zakres regulacji kierownicy pozwala łatwiej dopasować rower do własnych preferencji.
Samo siodełko też robi dobre wrażenie. Jest dość grube, więc początkowo jazda wydaje się komfortowa. Trzeba jednak pamiętać, że cała konstrukcja roweru jest sztywna. Nie mamy tylnego zawieszenia, a z przodu pracuje prosty, sprężynowy widelec. To oznacza, że na gładkim asfalcie i równych trasach wszystko jest w porządku, ale gdy zaczynamy jeździć po gorszej nawierzchni, korzeniach, dziurach czy błocie, ograniczenia tego roweru szybko dają o sobie znać.
Warto wspomnieć, że mamy tutaj taką samą lampkę przednią, jaką znamy z Duotts C29. Z tyłu również jest oświetlenie z działającą funkcją światła stopu. Są one okej po zmroku, żebyśmy byli dobrze widoczni, ale oczywiście nie spodziewajmy się nocnego rajdu z dużą prędkością po lesie – lampa będzie po prostu za słaba.
Pasebike P29 Plus w terenie – czy to dobry rower elektryczny poza asfaltem?
To nie jest rower stworzony do ostrego off-roadu. Owszem, da się nim zjechać z asfaltu, pojechać przez las, przejechać po szutrze albo ubitej ziemi, ale trzeba mieć świadomość, że nie jest to sprzęt do agresywnej jazdy terenowej. Opony nie są grube, amortyzacja jest bardzo podstawowa, a brak tylnego zawieszenia oznacza, że cały rower najlepiej czuje się tam, gdzie nawierzchnia nie próbuje nas co chwilę wyrzucić z siodła.
W cyklu mieszanym, gdzie miałem asfalt, podjazdy, trochę błota i trochę leśnych odcinków, Pasebike P29 Plus sprawdzał się najlepiej wtedy, gdy traktowałem go jako turystycznego elektryka, a nie rower do katowania w terenie. W takim zastosowaniu był przyjemny, przewidywalny i zwyczajnie wygodny.
Hamulce w Pasebike P29 Plus – lepiej niż w Duotts C29, ale bez efektu wow
Hydrauliczne hamulce to jedna z rzeczy, która od razu wydaje się największą przewagą nad Duotts C29. Tam były zwykłe linkowe i rower po prostu nie chciał hamować tak, jak powinien. I faktycznie, tutaj jest lepiej. Nie ma co do tego wątpliwości.
Problem w tym, że w praktyce nie są one aż tak dobre, jak mogłaby sugerować sama obecność hydrauliki. Moje odczucia były takie, jakby układ był lekko zapowietrzony. Hamulce działają, poprawnie spowalniają rower, ale brakuje im tej stanowczości i mocy, jakiej oczekiwałbym po hydraulicznym zestawie.
Jeśli mocno złapiecie za obie klamki, nie ma tu efektu brutalnego zatrzymania czy blokowania kół. Jest bezpiecznie, jest przyzwoicie, ale nie ma efektu wow. Hamując, miałem wrażenie, że próbuję zatrzymać ciężarówkę, a nie samochód osobowy.
Czy to wada? Tak, w pewnym sensie tak. Czy przekreśla rower? Absolutnie nie. Po prostu warto wiedzieć, że sama specyfikacja nie opowiada tutaj całej historii.
Bateria 21 Ah i zasięg Pasebike P29 Plus – jeden z największych atutów tego modelu
Jednym z najmocniejszych argumentów tego roweru jest bateria. I to nie tylko na papierze, ale przede wszystkim w realnym użytkowaniu. Przez pierwsze dni testów zrobiłem nim 50 kilometrów i wskaźnik baterii nie pokazał ubytku nawet jednej kreski. Już wtedy było jasne, że ten rower ma naprawdę duży potencjał, jeśli chodzi o dystans.
Trzeba pamiętać, że pomaga mu w tym bardzo dobry czujnik nacisku na pedały, który sprawia, że energia nie jest marnowana tak bezsensownie, jak w prostszych systemach wspomagania. Dzięki temu jazda jest nie tylko przyjemniejsza, ale też bardziej efektywna.
W praktyce oznacza to, że w fabrycznej, zablokowanej wersji spokojnie można myśleć o dystansie rzędu 100 kilometrów na jednym ładowaniu. Oczywiście wszystko zależy od stylu jazdy, masy użytkownika, temperatury czy nawierzchni, ale sam potencjał jest tutaj naprawdę duży. Ja jednak ważę około 100 kilogramów, więc jest to raczej górna półka obciążenia dla tej konstrukcji.
Pasebike P29 Plus po zmianie ustawień – dużo mocniejszy, niż wskazuje specyfikacja
I tutaj zaczyna się druga historia tego roweru. Jak wspomniałem wcześniej, producent poinformował mnie, że europejska wersja ma ograniczoną nie tylko prędkość maksymalną, ale też maksymalne natężenie prądu podawane z baterii. Standardowo powinno to być 20 A, ale tutaj fabrycznie ustawiono 5 A, żeby zredukować moc do poziomu zgodnego z przepisami.
W moim odczuciu rower w trybie fabrycznym jeździ cywilizowanie, ale brakowało mi mocniejszego kopa na wyższych poziomach wspomagania. Po zmianie tych parametrów rower pokazuje kompletnie inne oblicze.
Nagle z grzecznego, spokojnego elektryka robi się maszyna z bardzo konkretnym temperamentem. Przyspieszenie staje się dużo mocniejsze, podjazdy przestają robić na nim większe wrażenie, a sama jazda nabiera zupełnie innego charakteru. Z ciekawości wybrałem się na kilka większych wzniesień, żeby sprawdzić, czy rower będzie słabnął. A ten nie dość, że nie dostawał zadyszki, to jeszcze cały czas przyspieszał, nawet do 40 km/h.
Efekt był taki, że przez większość czasu jeździłem na wspomaganiu 1, bo wyższe tryby były już po prostu bardzo mocne. W zasadzie każde kolejne ustawienie zaczynało przypominać tryb sportowy, a nie zwykłą pomoc w pedałowaniu.
Najbardziej naturalna prędkość przelotowa po zmianie ustawień to dla mnie okolice 32-35 km/h. W tym zakresie nadal da się wygodnie pedałować i czerpać przyjemność z jazdy. Powyżej 40 km/h zaczyna się już moment, w którym korba pracuje bardziej symbolicznie, a sensowniejsze staje się korzystanie z samego napędu.
Co ważne, także w tej mocniejszej konfiguracji bateria dalej trzyma bardzo dobrze. Po przejechaniu 65 kilometrów wskaźnik nadal pokazywał poziom między połową a trzema czwartymi pojemności. To naprawdę mocny wynik.
Wyświetlacz, kierownica i dodatki – co jeszcze wypada lepiej niż w Duotts C29?
W zestawie znajdziemy także sakwy na bagażnik. To fajny bonus, bo rower od razu staje się bardziej praktyczny. Tyle tylko, że są to sakwy absolutnie podstawowe. Dobrze, że są, ale trudno się nimi zachwycać. To raczej dodatek na start niż coś, co chciałoby się zostawić na dłużej.
Na plus zaliczam natomiast wyświetlacz, który jest lepszy niż w Duotts C29. Jest czytelny, wygodny w obsłudze i po prostu sprawia lepsze wrażenie. Podobnie z regulowaną kierownicą – to nie jest element, którym producenci zwykle chwalą się najmocniej, ale w praktyce daje zauważalny komfort. Dzięki temu konstrukcja staje się bardziej uniwersalna dla rowerzystów o różnym wzroście.
Pasebike P29 Plus czy Duotts C29 – który rower elektryczny bardziej się opłaca?
Pasebike P29 Plus to bardzo ciekawy rower, bo robi słabe pierwsze wrażenie wizualne, ale zyskuje z każdym kolejnym kilometrem. Nie zachwyca designem. Nie jest też idealny do terenu. Hamulce mogłyby działać lepiej, a cała konstrukcja jest raczej użytkowa niż efektowna. Ale mimo tego wszystkiego to naprawdę sensowny elektryk.
Jest lepszy od Duotts C29 pod wieloma względami. Ma czujnik nacisku na pedały, który ogromnie poprawia kulturę jazdy. Ma dużą baterię. Ma hydrauliczne hamulce, regulowaną kierownicę i lepszy wyświetlacz. A po zmianie ustawień pokazuje także bardzo duży potencjał.
Dlatego jeśli ktoś szuka w miarę taniego roweru elektrycznego głównie do miasta, na ścieżki rowerowe i spokojniejsze trasy, to Pasebike P29 Plus jest naprawdę bardzo dobrym wyborem. I moim zdaniem lepiej dopłacić do niego kilka stówek, niż brać tańszego Duotts C29 pierwszej czy drugiej generacji. Czujnik nacisku na pedały powinien być już standardem we wszystkich rowerach elektrycznych.
Jeśli natomiast budżet jest wyższy i celem ma być bardziej ambitna jazda poza asfaltem, wtedy sensowniej patrzeć w stronę modeli na pełnym zawieszeniu.
W swojej klasie Pasebike P29 Plus to jednak bardzo udany, praktyczny i zaskakująco dopracowany rower. Taki, który nie musi wyglądać nowocześnie, żeby po prostu dobrze robić swoją robotę.
