Sofirn HS21 – latarka czołowa, którą warto mieć w domu (recenzja, opinie)

Kategorie artykułu:

Opublikowany:

- Reklama - [adinserter block="1"]

Wieczór, taki zwykły jak co dzień. Niby nic wielkiego – trzeba tylko coś dokręcić, znaleźć małą śrubkę, która spadła pod łóżku, lub zobaczyć czy kabel jednak idzie tam, gdzie powinien. Wychodząc na dwór przypominam sobie, że miałem znaleźć kartę pamięci, która wypadła mi gdzieś w aucie, czy w końcu zajrzeć pod maskę przed podróżą. I dopiero w tych momentach dociera, jak bardzo światło potrafi zepsuć albo uratować sytuację. 

Właśnie w takim miksie codzienności – majsterkowanie, spacer za miastem, jazda na rowerze, czasem kemping – wylądowała u mnie czołówka Sofirn HS21. Nie szukałem gadżetu do kolekcji, tylko narzędzia, które ma działać. I szybko okazało się, że ta latarka jest jak dobrze wymyślony scyzoryk: niby prosta, a robi wrażenie, bo ktoś poskładał ją z sensownych elementów. W chwili tworzenia tej recenzji, ten model kosztuje około 120 zł i można go kupić np. na stronie producenta. Czy warto kupić Sofirn HS21?

Jak ta latarka prezentuje się na papierze

To czołówka na wymienny akumulator 18650, czyli dość popularne rozwiązanie w świecie latarek. To dobra wiadomość z dwóch powodów: po pierwsze – taki akumulator można łatwo wymienić na zapasowy w terenie, po drugie – łatwo go też kiedyś wymienić, gdy po latach po prostu się zużyje. Latarkę ładuje się poprzez port USB-C, co zajmuje nieco ponad dwie godziny. 

- Advertisement -

Największym wyróżnikiem Sofirn HS21 jest jednak potrójne światło w jednej i to dość niewielkiej obudowie. Mamy tutaj skupione światło dalekiego zasięgu (typu spot), szerokie światło do pracy z bliska (tzw. flood light), połączone oba tryby oraz samo światło czerwone. Można go używać w nocy – nie przyciąga owadów i nie męczy oczu przy adaptacji do ciemnego otoczenia. W razie potrzeby możemy włączyć tryb awaryjny, wtedy diody migają ostrzegawczo. 

Do tego dochodzi coś, czego rzadko spodziewasz się w tym budżecie. Latarka umożliwia sterowanie za pomocą ruchu ręką. Tę funkcję aktywuję się trzykrotnie naciskając przycisk włącznika. Z prawej strony obudowy znajduje się czujnik podczerwieni. Machnięcie dłonią powoduje zwiększenie jasności o jeden poziom. Z kolei jej przytrzymanie przy czujniku – wyłączenie latarki. Nie zmienimy w ten sposób trybu świecenia, ale to taki ciekawy dodatkowy bajer.  

Po ustawieniu danego trybu, przytrzymując włącznik możemy regulować jasność. Zakres ma pięć stopni. Producent obiecuje jasność na poziomie 2200 lumenów i zasięg do okolic 230 metrów. Te liczby są dla najmocniejszego trybu. Tylko że tutaj warto powiedzieć to po ludzku: lumeny są jak moc światła, ale producenci często podają wartość startową, a latarki po chwili potrafią zejść z jasności, żeby nie przegrzać obudowy, która jest też radiatorem odpowiedzialnym za chłodzenie. Nadmierna temperatura mogłaby uszkodzić diodę. W tym przypadku maksymalna moc spada po kilkudziesięciu sekundach w najmocniejszym trybie, ale wciąż jest na zadowalającym poziomie i jest mega jasno.  

Latarka z paskiem, oraz baterią waży niecałe 160 gramów. Czuć ją w ręku, ale po założeniu na głowę nie przeszkadzała mi, gdy lutowałem diody led budując lampę do akwarium, czy jak składałem lub grzebałem przy rowerze elektrycznym. Jak w każdej czołówce trzeba pamiętać, że nasze czoło staje się nieco większe i zaglądając w zakamarki można zaczepić latarką. 

Jeszcze dwie cechy, które lubię widzieć w sprzęcie używanym w różnych warunkach. Jest to aluminiowa obudowa oraz deklarowana odporność IP66 (czyli deszcz, pył i trudniejsze warunki, ale bez nurkowania).

- Advertisement -

Pierwsze dni z latarką

Są sprzęty, które wygrywają w specyfikacji. I są takie, które wygrywają dopiero wtedy, kiedy naprawdę zaczynasz ich używać. Sofirn HS21 bardzo szybko trafiła u mnie do tej drugiej kategorii.

Pierwsze, co zwróciło moją uwagę, to rozmiar. Ta czołówka naprawdę nie jest wielka. W plecaku nie zajmuje nie wiadomo ile miejsca, a na głowie nie daje tego uczucia, jakby ktoś przypiął mi kamerę sportową. Od początku czuć, że to sprzęt, który ma być praktyczny, a nie tylko efektowny na zdjęciach.

Drugą rzeczą, którą od razu polubiłem, był centralny przycisk. Jest duży, wyraźny i łatwo go wyczuć nawet bez patrzenia. Do tego ta mała dioda w środku nie robi tu za ozdobę. Po włączeniu przez chwilę pokazuje przybliżony stan baterii, a podczas ładowania informuje o postępie. Niby drobiazg, ale właśnie takie drobiazgi sprawiają, że ze sprzętu korzysta się po prostu wygodniej.

No i jest jeszcze mój ulubiony element, czyli pokrętło przy soczewce. To właśnie ono zrobiło na mnie najlepsze wrażenie. Zamiast przeklikiwać się przez kolejne tryby, mam od razu pod palcami cztery konkretne opcje: spot, flood, spot i flood jednocześnie oraz światło czerwone. Wszystko działa prosto, intuicyjnie i bez kombinowania. Nawet w rękawiczkach nie ma problemu, żeby szybko wybrać to, czego akurat potrzebuję, i co ważne – nie muszę zdejmować latarki z głowy. Pokrętło stawia lekki opór, a każda zmiana trybu jest wyczuwalna i potwierdzona mechanicznym kliknięciem. To niby detal, ale właśnie dzięki temu obsługa jest tak naturalna.

Jasność reguluje się już samym przyciskiem. I tutaj pojawia się kolejna rzecz, którą bardzo szybko doceniłem – latarka zapamiętuje ostatni poziom jasności osobno dla każdego trybu. W praktyce wygląda to tak, że mogę mieć flood ustawiony delikatniej do pracy z bliska, na przykład pod maską auta, a spot mocniej na spacer czy jazdę na rowerze po ciemku. I jedno ustawienie nie miesza się z drugim. To bardzo wygodne, bo raz ustawiam wszystko pod siebie, a potem po prostu z tego korzystam.

Podczas używania w domu, przy majsterkowaniu i pracy na najwyższych poziomach jasności, da się też szybko zauważyć jedną rzecz – ta latarka potrafi zrobić się naprawdę ciepła. I w sumie dobrze, bo to znaczy, że nie udaje sprzętu, który będzie świecił w trybie turbo bez żadnych ograniczeń. Kiedy robi się za gorąco, elektronika po prostu dba o to, żeby całość się nie przegrzała.

Ciekawie wygląda to za to podczas jazdy na rowerze. Tam pęd powietrza wyraźnie pomaga w chłodzeniu, więc latarka może dłużej trzymać wyższą moc. I właśnie wtedy najlepiej widać, że warunki pracy naprawdę mają tu znaczenie. W domu, bez ruchu powietrza, temperatura rośnie szybko. W terenie, przy jeździe, ta sama czołówka potrafi zachowywać się już trochę inaczej.

Światło, barwa i to, co widzi oko

W HS21 od razu zwróciłem uwagę na jedną rzecz – tutaj nie ma jednego „białego” światła. Są tak naprawdę dwa różne charaktery świecenia i jeden tryb czerwony. I właśnie to było dla mnie jednym z ciekawszych zaskoczeń.

Spot i flood wyraźnie różnią się barwą. Światło dalekiego zasięgu jest chłodniejsze, bardziej surowe, takie typowo nastawione na przebicie się przez ciemność. Z kolei flood ma bardziej neutralny, spokojniejszy odcień, który zwyczajnie lepiej sprawdza się z bliska. Kiedy coś robię przy aucie, szukam drobnego elementu albo po prostu pracuję rękami na krótszym dystansie, to właśnie to szersze światło jest dla mnie przyjemniejsze. Wszystko wygląda naturalniej i oko mniej się męczy.

W praktyce bardzo szybko da się też zauważyć, że flood lepiej pokazuje kolory. Jeśli świecę nim z bliska, narzędzia, przewody czy różne materiały wyglądają bardziej naturalnie i łatwiej je od siebie odróżnić. Spot jest pod tym względem bardziej użytkowy. Ma dać zasięg i lepiej doświetlić to, co dalej, ale nie robi tego z taką samą „jakością” odbioru barw.

Najbardziej czuć to w trybie łączonym, kiedy działa jednocześnie spot i flood. I tu mam mieszane odczucia, bo z jednej strony dostaję bardzo uniwersalne światło, ale z drugiej wyraźnie widać, że te dwa odcienie bieli trochę się ze sobą gryzą. Dla jednych to będzie detal, dla innych coś, co od razu rzuci się w oczy. Ja to zauważyłem i chwilami miałem poczucie, że wizualnie ten miks nie jest do końca spójny.

Pozytywnie zaskoczyło mnie za to czerwone światło. I nie mówię tego tylko dlatego, że ono po prostu jest, ale dlatego, że faktycznie da się z niego korzystać. Sprawdza się przy poruszaniu po domu w nocy, czytania mapy przy kempingu, nocnych spacerach, czy zawsze wtedy, kiedy nie chcę walić sobie po oczach mocnym białym światłem. Dobrze wypada też wszędzie tam, gdzie zależy mi na spokojniejszym, mniej agresywnym oświetleniu. To nie jest tryb wrzucony na siłę do specyfikacji, tylko coś, co naprawdę potrafi się przydać.

Musiałem się też chwilę przyzwyczaić do samego pokrętła zmiany trybu. Z odruchu często obracałem je tak, że dłoń na moment łapała strumień światła i odbijała go prosto w moją stronę. Przy mocniejszych trybach można sobie w ten sposób nieprzyjemnie błysnąć w oczy, więc po prostu trzeba wyrobić sobie lepszy ruch ręki. To nie jest duży problem, ale na początku da się to zauważyć.

Nie do końca przekonało mnie też sterowanie gestami. Dla mnie to bardziej dodatek niż funkcja, której realnie potrzebuję. Fajnie, że jest, ale nie widzę siebie, żebym regularnie z tego korzystał. Tym bardziej że sensor potrafi być humorzasty. Raz reaguje dobrze, innym razem nie łapie ruchu tak, jak powinien. Wszystko zależy od tego, jak szybko machnę ręką i z jakiej odległości. Da się z tym żyć, ale u mnie to nie była funkcja, która zmieniła sposób korzystania z tej czołówki.

Plusy, minusy i mój werdykt

Po dłuższym używaniu mam wrażenie, że Sofirn HS21 nie próbuje na siłę udowadniać, że jest najlepsza we wszystkim. I właśnie to mi się w niej podoba. To nie jest sprzęt, który robi wielkie show na papierze, tylko czołówka, która ma być po prostu wygodna, praktyczna i gotowa wtedy, kiedy jej potrzebuję. I w codziennym użyciu naprawdę to czuć.

Największy plus? Dla mnie bez dwóch zdań pokrętło. To ono robi tutaj całą robotę, bo zamiast przeklikiwać się przez tryby i zastanawiać, co właściwie jest teraz włączone, po prostu wybieram to, czego w danym momencie potrzebuję. Spot, flood, oba naraz albo czerwone. Szybko, intuicyjnie i bez irytacji. Zwłaszcza kiedy mam zajęte ręce albo jestem w rękawiczkach, taka prostota naprawdę robi różnicę.

Druga rzecz, którą bardzo polubiłem, to pamięć ustawień jasności osobno dla każdego trybu. Niby detal, ale w praktyce ogromna wygoda. Mogę mieć szerokie światło ustawione delikatniej do pracy z bliska, mocniejszy spot na spacer i czerwone dokładnie tak, jak lubię. I to wszystko zostaje na swoim miejscu. Nie muszę za każdym razem ustawiać wszystkiego od nowa.

Na plus zaliczam też sam charakter światła. Flood jest przyjemny do pracy z bliska, spot lepiej sprawdza się wtedy, kiedy chcę zobaczyć coś dalej. Do tego dochodzi sensowne ładowanie przez USB-C i prosty wskaźnik baterii, czyli rzeczy, które może nie brzmią spektakularnie, ale później po prostu ułatwiają życie.

Oczywiście nie jest tak, że tu wszystko jest idealne. Trzeba uczciwie powiedzieć, że turbo to bardziej mocny zryw niż tryb do długiego świecenia. Ta latarka potrafi dać bardzo dużo światła, ale przy dłuższym używaniu na najwyższych poziomach zaczyna się nagrzewać i schodzi z jasnością. Dla mnie to akurat coś normalnego w takiej konstrukcji, ale warto mieć świadomość, że liczby z pudełka to jedno, a realne użycie to drugie.

Gesty też traktuję bardziej jako dodatek niż coś, bez czego nie da się żyć. Fajnie, że są, czasem mogą się przydać, ale nie są dla mnie powodem, żeby kupić tę czołówkę w ciemno. No i jest jeszcze drobnostka związana z ergonomią – przy zmianie trybu pokrętłem można na moment zasłonić sobie światło dłonią i odbić prosto w twarz. To nie jest wielki problem, ale kilka razy da się to zauważyć.

Kod rabatowe

Kod rabatowy ZW0003 jest aktywny i można go połączyć z kodem ASPL05, aby uzyskać dodatkową zniżkę. Kupon ASPL05 obniża cenę o 18 zł przy zamówieniach powyżej 108 zł i można go zastosować również do modelu HS21, ponieważ jego cena przekracza ten próg.

-reklama-

Podsumowanie

A mój końcowy werdykt jest prosty: za te pieniądze to jest naprawdę bardzo udana i bardzo praktyczna czołówka. Taka, którą bez problemu mogę zabrać do auta, na spacer, pod namiot, do drobnych prac wokół domu czy gdziekolwiek, gdzie potrzebuję wolnych rąk i porządnego światła. Najbardziej podoba mi się w niej to, że bardzo szybko przestałem myśleć o niej jak o nowym gadżecie do testów, a zacząłem traktować ją jak zwykłe narzędzie. Takie, po które sięgam automatycznie.

I chyba właśnie to najlepiej podsumowuje Sofirn HS21 - to czołówka, która nie komplikuje życia. Po prostu działa, świeci jak trzeba i sprawia, że chce się jej używać.

Finałowy werdykt

Cena
8
Funkcjonalność
9
Łatwość obsługi
9
Jakość wykonania
9
Czy kupiłbym ponownie
10
-reklama-

Zobacz również:

Jakub Markiewicz
Jakub Markiewiczhttps://jotem.in
Prowadzę bloga jotem.in od 2013 roku. Prywatnie zajmuje się programowaniem, marketingiem i zarządzaniem mediami. Hobbistycznie lubię robić zdjęcia oraz kręcić filmy.
Subskrybuj
Powiadom o
0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze

Więcej w tej kategorii

Komentarze

Najnowsze

A mój końcowy werdykt jest prosty: za te pieniądze to jest naprawdę bardzo udana i bardzo praktyczna czołówka. Taka, którą bez problemu mogę zabrać do auta, na spacer, pod namiot, do drobnych prac wokół domu czy gdziekolwiek, gdzie potrzebuję wolnych rąk i porządnego światła. Najbardziej podoba mi się w niej to, że bardzo szybko przestałem myśleć o niej jak o nowym gadżecie do testów, a zacząłem traktować ją jak zwykłe narzędzie. Takie, po które sięgam automatycznie.<BR><BR> I chyba właśnie to najlepiej podsumowuje Sofirn HS21 - to czołówka, która nie komplikuje życia. Po prostu działa, świeci jak trzeba i sprawia, że chce się jej używać.Sofirn HS21 - latarka czołowa, którą warto mieć w domu (recenzja, opinie)