Chciałem kupić kurtkę zimową. Jak sklepy w galeriach traktują klientów

1
78

Korzystając z dnia wolnego wybrałem się na zakupy. Chciałem kupić kurtkę na jesień/zimę ponieważ ta, w której do tej pory chodziłem po praniu się rozleciała. Przestała być przeciwdeszczowa, a zamek w końcu przestał się zapinać. Z ostatniej wycieczki przywiozłem przez to przeziębienie, dlatego postanowiłem nie oszczędzać na dobrej, ciepłej i przede wszystkim przeciwdeszczowej kurtce. Chciałem, aby służyła mi przez długi czas.

Wybór padł na jedno z centrum handlowych w Lublinie. W samochodzie zostawiłem kurtę i szalik po to, aby wygodniej było mi mierzyć ubrania. Jestem bardzo wybredny i czasem nawet przez 2-3 godziny chodzę i tylko marudzę. Tym razem nastawiłem się na zakup. Najpierw wybrałem się do Carry. Ostatnio znalazłem tam kilka koszulek w jaskrawych kolorach. Bardzo mi się spodobały i kupiłem kilka różnych rzeczy. Nabiłem rachunek na prawie 300 zł.

Zakupy w Carry Lublin

W Carry znalazłem ciekawy kapelusik. Jedyny, w którym nie wyglądałem jak upośledzony manekin z magazynu. Do tego znalazłem równie elegancką propozycję – kurtko-płaszczyk. To taka hybryda między elegancją a sportem. Czułem się w nim dobrze, ale tradycyjnie nie było mojego rozmiaru. L-ka była za krótka, XXL za duża. XL brak. Znalazłem jeszcze dwa różne modele kurtek. Jedna kolorowa, wyglądała jakby była napompowana, a druga tradycyjna, czarna. Nie chciałem jednak czarnych kolorów. Jestem kierowców i wiem, że nawet w mieście po zmroku nie widać za dobrze ludzi ubranych w ten sposób. Wróciłem jeszcze raz do płaszczyka i poprosiłem obsługę o pomoc. – Czy może w jakimś jeszcze Państwa w sklepie w Lublinie jest ten model w rozmiarze XL – zapytałem jedną z układających towar dziewczyn.



zakupy4
fot. sxc.hu

– Proszę zapytać przy kasie – odpowiedziała.

Przy kasie dowiedziałem się, że pracownicy nie chce się sprawdzać w systemie i abym sam sobie podzwonił po ich sklepach w Lublinie. Przeszła mi ochota na zakupy w Carry i wyszedłem nie kupując nic.

Zakupy w Cropp Town Lublin

Kolejny przystanek to był Cropp Town. Na wystawie znalazłem ciekawy wzór kurtki, który mnie zainteresował. Wszedłem do środka i mocno się zdziwiłem. Bardzo młoda kobieta z notesem w ręku zaczęła wyżywać się na pracujących kobietach. Wszystko słyszałem, ponieważ robiła to na środku sklepu tuż obok mnie, przeglądającego kurtki.

– Nie było mnie dwa dni, a tu k… taki burdel. Nie mogę k… z Wami pracować – oznajmiła swojej koleżance kobieta. [W jej wypowiedziach nie było kropek]

Rozejrzałem się i wszystko wyglądało bez zarzutów.

– Trzy razy powtarzałam, że spodnie z tej kolekcji mają leżeć w innym miejscu. Czy mnie ktoś k… jeszcze słucha? Chodź tu! – wrzeszczy dziewczyna na niewiele młodszą pracownicę sklepu.

– Ale to nie ja układałam tę partię – broni się karcona przy klientach pracownica. Ja stoję zdziwiony, bo całość rozgrywa się niewiele ponad metr ode mnie. Zamiast na ubraniach skupiłem się na słowach i sposobie, w jaki są wypowiadane.

Dziewczyna z notesem nie odpuściła i podeszła do drugiej kobiety, która układała w rogu sklepu towar. Usłyszałem jeszcze ze dwie k… i wyszedłem zniesmaczony ze sklepu.

fot. sxc.hu
fot. sxc.hu

Zakupy w Mustang  Lublin

Następny przystanek to sieć Mustang. Podszedłem do wystawy, ale nie zauważyłem nic, co by mi się spodobało. Wszystko wyglądało średnio i chciałem wyjść. Złapała mnie młoda studentka, która musiała być mocno wyszkolona w manipulacji i technikach sprzedaży. A może jej się nudziło, bo byłem jedynym klientem w dość sporym sklepie.

-Widzę, że pan patrzy na tę kurtkę – mówi i zdejmuje ją z wieszaka. – Jaki ma pan rozmiar, to od razu pan będzie mógł przymierzyć – pyta.

Ja nie byłem zainteresowany, ale w porządku. To jej praca, więc z uśmiechem odpowiadam na jej pytanie. Nagle pojawiają się jeszcze dwie inne pracowniczki z innymi modelami kurtek w moim rozmiarze. Założyłem jedną, drugą, z trzeciej coś odpadło, więc kobieta ruchem baletnicy doskoczyła do pudełka i wyjęła nowy egzemplarz. Patrzę na nią, patrzę na siebie w lustrze, nie mogę oddychać, bo krój kurtki mi na to nie pozwala. Mam dość, chce wyjść. Zdejmuję kurtkę, a tu do przymierzenia czekają 3 kolejne. Mówię grzecznie, że jest mi gorąco i jestem zmęczony, że chciałbym wyjść się ochłodzić i czegoś napić. Gorąco mi się zrobiło nie tyle od kolejnych kurtek, a cenie ostatniej z nich – 519 zł za coś, z czego prują się nici i od nowości odpada guzik. No way! Po 20 minutach udało mi się wyjść, a Panie odprowadziły mnie wzrokiem.

Odwiedziłem jeszcze kilka sklepów. Ostatecznie kupiłem kurtkę w Diverse. Byłem zmęczony, wybrałem to, co wcześniej wpadło mi w oczy i chciałem już jechać do domu. Okazuje się, że aby kupić kurtkę nie wystarczy za nią zapłacić!

Ekspedientka:  Czy może ma pan ochotę skorzystać z naszej promocji “drugi tańszy produkt 30 proc. taniej!”

Ja: – Nie dziękuję (widziałem fajne rękawiczki, ale w markecie takie same mogę dostać za 10 zł a nie 99 zł)

E.: – Może odłożyć jeszcze kurtkę i może coś jeszcze panu wpadnie w oko?

Ja: – Nie znalazłem nic ciekawego, chcę samą kurtkę

E.: – Czy ma pan może kartę stałego klienta?

Ja: – Nie mam i nie chce mieć

E.: – Na pewno? Każde 500 zł wydane, to …. (bla bla bla)

Ja: – Na pewno nie chce mieć waszej karty

E.: – A może zainteresuje się pan naszym firmowym napojem energetycznym?

Ja: – Nieeee! – byłem już zirytowany.

E.: – Czy zapakować panu kurtkę do reklamówki?

Ja.: – Tak poproszę

E.: – Reklamówka papierowa kosztuje 90 groszy. Czy chce ją pan kupić?

Ja.: – Tak, tak tak (w domyśle – daj mi już święty spokój). I współczuję pani – dodałem.

Ciekaw jestem, jakby w podobnych sytuacjach zachował się np. Kominek czy Fashionelka. Ja jestem raczej spokojny i łagodny.

 

fot. sxc.hu

 

1
Dodaj komentarz

Please Login to comment
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
pracownica Carry Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
pracownica Carry
Gość
pracownica Carry

Hej. Pracuję w Carry już jakiś czas. To nie jest tak, że pracownikom nie chce się sprawdzić czy w innym sklepie nie ma danej rzeczy… Po pierwsze – między sklepami Carry nie ma żadnego połączenia magazynowego, czyli krótko mówiąc, nie możemy na naszym komputerze sprawdzić, czy na magazynie w innym sklepie jest dany produkt. A po drugie, my pracownicy jedynie możemy podać numer telefonu do innego sklepu Carry w okolicy i to Klient musi (jeśli chce) zadzwonić i dowiedzieć się czy jest dana rzecz w danym sklepie. My nie mamy takiej możliwości. Szkoda, że Klienci we wszystkim doszukują się lenistwa,… Czytaj więcej »