Percival z trasą Wild Hunt Live w Lublinie czyli muzyka z Wiedźmin 3 na żywo

Percival z trasą Wild Hunt Live w Lublinie czyli muzyka z Wiedźmin 3 na żywo

Gdy po raz pierwszy usłyszeliśmy z żoną muzykę z najnowszej części Wiedźmina, wiedzieliśmy, że jest to dzieło wybitne. Nigdy wcześniej nie interesowaliśmy się tematyką znaną z gry i książek o Wiedźminie, a tego typu muzyka była nam obca. Jednak połączenie niezwykłego klimatu z dźwiękami mało znanych instrumentów szybko skradło nasze serca. Spowodowało to, że po dwóch latach od premiery gry, my wciąż każdego dnia nucimy lub puszczamy kilka utworów z gry. To niezwykłe, że muzyka może tak wpłynąć na człowieka. 

Postanowiłem zrobić prezent z okazji 30. urodzin mojej żony. Stała się wielką fanką Wiedźmina, a sama w urodzinowym prezencie dla mnie, kupiła limitowaną edycję książek. Wybór był oczywisty – postanowiłem zrobić jej niespodziankę i zabrać na koncert Percivala. Koncert to nieco nietrafione określenie. Spektakl bardziej pasuje do tego, co mogliśmy obejrzeć na scenie. 

Na moje szczęście okazało się, że Percival zaplanował trasę z uwzględnieniem naszego rodzinnego Lublina. Decyzja była szybka i momentalnie kupiłem dwa bilety i chodziłem podekscytowany przez niemal 2 miesiące próbując utrzymać prezent w tajemnicy. Było warto. To było połączenie radości, ekscytacji, wzruszenia – niczym małe dziecko, które właśnie dostało wymarzony prezent. Nie mogliśmy się już doczekać. 

Gdy przyszedł dzień koncertu, z wyraźną ekscytacją pojechaliśmy do Filharmonii Lubelskiej, gdzie miał zagrać Percival. Z pewnością nie mają czasu przejrzeć wszystkich komentarzy, jakie pojawiają się chociażby w serwisie YouTube pod ścieżką dźwiękową z gry, ale w skrócie powiem, że odwalili kawał dobrej roboty, bo ich muzyka zmieniła życie wielu osób, przybliżyła też kulturę słowiańską i w świetny sposób zareklamowała nasz kraj. W szczególności uwielbiam próbę odgadywania tekstu utworów przez zagranicznych gości. Słynny „Lazare” znany jako „Steel for humans” otrzymał skrótową, fonetyczną nazwę… „Banana tiger!”. Silver for monsters najbardziej znany jest jako „lelelelele”. Pojawiło się również setki coverów, które są równie dobre i lubię ich słuchać. 

To, na co zwróciłem uwagę w trakcie koncertu, to społeczność. Uwierzcie mi, przynajmniej raz w miesiącu chodzę do teatru muzycznego i takiego wysokiego poziomu kultury wśród obecnych na koncercie Percivala młodszych osób mogą tylko uczyć się starsi. Nikt się nie przepychał, wszyscy grzecznie stali w kolejce, nikomu nie zadzwonił telefon a po koncercie każdy ochoczo ze sobą dyskutował na temat tego, co właśnie zobaczył. Najbardziej spodobała mi się starsza osoba, która z ciekawości kupiła bilety na koncert, a nigdy wcześniej nie słyszała ani o Wiedźminie, ani o Percivalu. Podobało jej się! 

Kolejna rzecz, to sam Percival. Osiągnęli duży sukces, pojawiają się coraz częściej i grają chociażby z dużą orkiestrą (Koncert muzyki filmowej w Krakowie), a na scenie to cały czas, „swoi ludzie”. Nie brakowało uśmiechów, wymiany spojrzeń czyli w skrócie pokazywania, że to co robią, sprawia im wielką przyjemność i wciąż bawi. To wielka sztuka, którą potrafią zarazić publiczność. Najbardziej widać to po Mikołaju, który jakby mógł, to biegałby i podskakiwał po całej sali. Warto podkreślić także teatr Avatar, który w niezwykły sposób ubarwił koncert i zamienił go w spektakl. Kolejna sprawa to magiczny wokal oraz dźwięki starych instrumentów, które sprawiły, że miałem cały czas ciarki na plecach i łzy ciekły mi strumieniami. 

Na koniec publikuję nagranie z koncertu w Lublinie, na co zezwolił sam Percival. Będziecie mieli okazję usłyszeć ulubione utwory w świetnych aranżacjach. Zdjęcie pochodzi od zespołu Percival. 

 

Przeczytaj także: