Jeszcze jeden, jeszcze jeden. Fenomen zakupów

0
4
Część zakupów
Część zakupów

Zakupy. Kończąc przeprowadzkę do nowego miejsca, kończę również kompletować wszystkie potrzebne graty. Nawet nie zdawałem sobie z tego z prawy, że człowiek ma ze sobą ich tak wiele. W poprzednim mieszkaniu w bloku nie miałem balkonu. Teraz się to zmieniło i wchodząc na balkon co chwilę zerkam, gdzie by można było postawić jakiegoś kwiatka. Do tej pory najlepiej rosły mi w domu różne odmiany papryczki chilli. Mało tego, wysiałem je w październiku i w styczniu miałem pierwszy plon! Wystarczy pamiętać o podlewaniu i samo się wszystko robi 🙂 Papryczki są łatwiejsze w hodowli domowej niż różne zioła, z którymi po prostu nie mogę się dogadać.

Kilka dni temu wybrałem się na spacer po nowej dzielnicy. Natrafiłem na mały sklep ogrodniczy. Ktoś mieszka sobie w domku jednorodzinnym i postanowił działkę przerobić na magazyn kwiatów, sprzętu ogrodniczego etc. W garażu można kupić nasionka, nawozy i najprostsze narzędzia. Lubię wspierać mały biznes i postanowiłem wybrać się właśnie tam na zakupy i przytargać ziemię do kwiatków właśnie stamtąd. Cena również pozytywnie mnie zaskoczyła. 5 złotówek za 20 litrów uniwersalnej ziemi to prawie o połowę taniej niż w pierwszym lepszym markecie. Przytachałem ziemię do domu, postawiłem na balkonie i zauważyłem, że z poprzedniego mieszkania nie przywiozłem prawie żadnej doniczki. A kilka fajnych widziałem “u pana Zdzisia”. Pomyślałem, że wykorzystam to, co mam a przy okazji kupię więcej doniczek.

Składanie stolika
Duży stolik tradycyjnie zmieścił się do jednego, małego pudełka. Instrukcja totalnie nieczytelna.

Gdy po kilku dniach zdecydowałem się pójść na zakupy do dzielnicowego sąsiada po doniczki, okazało się, że jest na urlopie. Postanowiłem pojechać do marketu…. i to był duży błąd.

Po drodze zajechaliśmy do marketu z akcesoriami domowymi, który dzień wcześniej otworzył swoje drzwi. Pierwszym klientom obiecywał darmowe kołdry, więc możecie sobie wyobrazić, co się działo. Tłum ludzi w różnym wieku koczował przed wejściem na długie godziny przed otwarciem. Wszystko po to, aby dostać za darmo kołdrę z jak najniższej półki (kto przy zdrowych zmysłach rozdaje za darmo drogi, ekskluzywny towar?). Myślałem, że po jednym dniu nie będzie już ani dzikiego tłumu, ani towaru w sklepie.

Parking był obklejony samochodami. Cudem znalazłem miejsce przy wejściu, bo akurat jakaś kobieta pakowała torbę z pościelą do yarisa. Zawsze staram się parkować jak najdalej od innych, bo boli mnie serce gdy widzę jak drzwiami obijają ludzie inne auta. Wszedłem do sklepu, bo chciałem sprawdzić czy są jeszcze krzesła ogrodowo-balkonowe za 35 zł. Podobał mi się ich wygląd i nie oczekiwałem po nich zbyt wiele. Chciałem mieć tylko na czym siedzieć.

Mimo, że jest to tylko jeden produkt z bogatej oferty krzeseł tego sklepu, to wystarczyło powiedzieć obsłudze, że chce się krzesło. Doskonale wiedzieli, o jakie nam chodzi. Idąc po krzesło zauważyłem w kolejce do kasy około 30 osób. Każda z nich miała przy sobie elegancko zapakowaną kołdrę. Psychologia tłumu zadziałała i ja już też zapragnąłem mieć nową kołdrę (tu akurat uzasadnione bo ta, którą miałem do tej pory to rozsypujący się badziew). Podszedłem do odpowiedniego stoiska i wziąłem kołdry w dwóch rozmiarach. Odszedłem na bok i zadzwoniłem skonsultować prawidłowy rozmiar. W między czasie zaczepiło mnie kilka osób, gdzie leży taka kołdra. Gdy sprawdziłem wymiary, poszedłem odłożyć drugą kołdrę. W tej samej chwili rzuciło się na nią kilka osób na raz! Wyrywali sobie z rąk, jakby ktoś rozrzucił pieniądze.

Po co komu nowa kołdra, gdy w domu są stare poduszki? Rozwiązałem ten problem przy kolejnym stoisku. Mimo, iż za bardzo nie orientuję się w cenach, to 15 zł za jaśka z antyalergicznego syntetyka wydawało mi się dobrą okazją. Zabrałem ze sobą dwa. Do tego dołożyłem jeszcze jedną dużą poduszkę. Nie zapomniałem również o prześcieradle i nowej, satynowej pościeli. Wpadł mi w oko motyw ze smokiem w barwach czarno-złoto-pomarańczowych. Zawsze taki chciałem mieć.

Po drodze do kasy wziąłem ze sobą jeszcze kilka rzeczy i bardzo fajną poduszkę. Dostosowuje się do kształtu ciała i jest mega wygodna. Szybki telefon do rodziny i zebrałem dodatkowe zamówienia. W kasie zostawiłem ponad 500 zł. A przyjechałem tylko zobaczyć czy jest krzesło z promocji (kupiłem dwa i stolik).

Składanie stolika
Po kilku minutach nerwów w końcu udało się złożyć stolik. Kosztował 35 zł!

Na zakupy wydałem ładnych parę groszy i do tej pory zastanawiam się czy zrobiłem dobrze. Zwłaszcza, że pojechałem po doniczkę, a wróciłem bez niej, ale za to z o wiele chudszym portfelem. Zdałem sobie sprawę, że kupiłem wszystko to, co mieli ludzie, którzy stali przede mną w kolejce. Też chciałem mieć to samo. Chociaż nie orientuję się w cenach ani trochę, to uznałem, że skoro tyle osób to kupuje, to musi być to duża okazja. Okazja, która długo się nie powtórzy.

Po powrocie do domu znalazłem w gazetce reklamowej jeszcze jedną rzecz – mebelki ogrodowe przecenione z 750 zł na 450. Przypomniałem sobie, że moja znajoma kupiła dwa lata temu identyczne, w tym samym sklepie po normalnej cenie 400 zł. Ciekawi mnie, ile faktycznie ja “zaoszczędziłem”…

 

Dodaj komentarz

Please Login to comment
  Subscribe  
Powiadom o