Richard Rawlings z Gas Monkey Garage: Szalona małpa z pomysłami (wywiad)

Richard Rawlings z Gas Monkey Garage: Szalona małpa z pomysłami (wywiad)

Richard Rawlings jest założycielem i szefem warsztatu Gas Monkey Garage. Dzięki charyzmie i nietypowemu sposobowi prowadzenia biznesu zdobył popularność na całym świecie. Mówi o sobie, że jest jak stara, szalona małpa.

Wywiad z Richardem Rawlingsem z Gas Monkey zapowiadałem na blogu już pod koniec stycznia. W końcu udało się porozmawiać z Richardem, który przybliżył nieco, jak wygląda jego życie i praca na co dzień i za kamerami.

Richard Rawlings na co dzień mieszka w amerykańskim mieście Forth Worth w stanie Texas. Poszedł w ślady ojca i już jako mały chłopiec zainteresował się motoryzacją. Wspólnie z ojcem odwiedzał przeróżne aukcje i pokazy motoryzacyjne. Jedno z pierwszych zdjęć Richarda pokazuje go siedzącego w niedużej replice volkswagena beetle, który poruszał się na pedały. Richard pochodzi z niezamożnej rodziny i aby kupić dziecku droższą zabawkę, pracował na trzy etaty.




Richard kupił pierwsze auto w wieku 14 lat. Był to Mercury Comet z 1974 roku. – To było świetne auto mimo, że wszyscy moi znajomi przez nie naśmiewali się ze mnie. Był zielony, wygodny, mało palił, dobrze się prowadził a pod maską kryła się V6. To auto nie należy do najpiękniejszych na świecie, ale za niedużą kwotę dostawało się naprawdę dużo – mówi Richard Rawlings.

Richard Rawlings z Gas Monkey fot. DCL

Richard Rawlings z Gas Monkey
fot. DCL

W liceum jeździł legendarnym pontiakiem „Bandit” Trans Am z 1977 roku. W tym samym roku w kinach pojawił się słynny film „Mistrz kierownicy ucieka”, którego gwiazdą był Burt Reynolds i właśnie takie auto.

Jak tłumaczy Rawlings – zawsze ciężko pracował tylko po to, aby móc kupić sobie kolejne auto. Na początku lat 90. został postrzelony przez złodzieja, który próbował ukraść jego mustanga fastback z 1965 roku. – Dorastamy w świecie pełnym samochodów i ciężko sobie wyobrazić, jakby to wszystko wyglądało bez czterech kółek. Z drugiej strony zawsze zadziwia mnie inżynieria. Wystarczy porównać jeden model auta i to jak zmienił się w przeciągu kilku lat. Postęp robi wrażenie. Mimo to i tak wolę starsze auta, bo mają wszystko to, co powinien mieć samochód. Bez zbędnych dodatków, elektroniki i tandetnych plastików. Samochód powinien być środkiem transportu, a nie personalnym komputerem na kołach. Teraz wszystkie współczesne auta są do siebie bardzo podobne. Producenci kładą duży nacisk na aerodynamikę i aby zbudować auto jak najtaniej i przypodobać się ekologom – dodaje Rawlings.

Richard podejmował się kilku zawodów. Był strażakiem, policjantem a nawet ratownikiem medycznym. Wszystko jeszcze zanim ukończył 21 lat. W pewnym momencie rzucił pracę i postanowił otworzyć swój pierwszy biznes. Była to agencja zajmująca się reklamą i drukiem. W końcu zdecydował się sprzedać również i ten biznes. Wtedy otworzył warsztat Gas Monkey Garage. Początkowo firma zajmowała się sprzedażą części do podrasowanych pojazdów typu hot rod, później zaczęła je tworzyć od podstaw dla klientów ze Stanów i całego świata.

Richard Rawlings z Gas Monkey  fot. DCL

Richard Rawlings z Gas Monkey
fot. DCL

Richard nie tylko buduje auta. Kocha się też ścigać. Wspólnie ze swoim kolegą – Denisem, wygrał wyścig Gumball 3000 i Bullrun. Dystans blisko 4500 km z Nowego Jorku do Los Angeles przejechał w 31 godzin i 59 minut. Jego rekordu nikt nie pobił od 1979 roku.

Aktualnie Rawlings kupił znacznie większy garaż i przeniósł tam całą działalność Gas Monkey Garage. Pracy jego i jego mechaników przyglądają się telewizyjne kamery. – Jesteśmy bardzo zgrani i nie do rozerwania. Większość z nas zna się jeszcze z czasów szkoły. Chodziliśmy razem do jednej klasy lub przyjaźnimy się od dzieciństwa. Każda osoba ma określoną specjalizację, ale zna się na wielu rzeczach. Dzięki temu nie mamy np. osoby zajmującej się wyłącznie zawieszeniem. Każdy z ekipy może zrobić to, jak i inną pracę, którą aktualnie trzeba wykonać – wylicza Richard Rawlings.

Richard Rawlings z Gas Monkey  fot. DCL

Richard Rawlings z Gas Monkey
fot. DCL

W programie Auto Reaktywacja w telewizji Discovery Channel możemy zobaczyć jak Richard wspólnie ze swoim, słynącym z ogromnej brody, mechanikiem i przyjacielem Aaronem Kauffmanem wyruszają na poszukiwania wiekowych i zapomnianych gruchotów. Przeszukują garaże i stodoły w Teksasie oraz w okolicznych stanach. Swoje znaleziska transportują do warsztatu w Dallas. W rękach tych dwóch samochodowych maniaków wysłużone perełki motoryzacji odzyskują dawny blask, by następnie trafić do nowych właścicieli. Rawlings i Kaufman doskonale zdają sobie sprawę, że czas to pieniądz, dlatego zrobią wszystko, aby jak najszybciej odnowić wysłużone klasyki. Przez ich ręce przewinęły się setki wyjątkowych pojazdów. – Nie ograniczamy się do tylko jednej marki czy modelu. Interesują nas wszystkie samochody i tak naprawdę to nie mamy żadnych konkretnych kryteriów poza jednym – musimy zarobić na tym interesie. Odbudowujemy każde auto. Od czterodrzwiowego sedana przez dwumiejscowe sportowe autko. Zawsze jednak oceniamy, ile na tym możemy zarobić i ile pracy będzie to nas kosztowało. Planujemy ściągnąć do warsztatu kilka volkswagenów i kilka bmw z pierwszych lat produkcji. Poluję również na lamborghini Nero, ale nie wiem czy kiedykolwiek uda mi się trafić takie auto. Czy specjalnie się przygotowujemy przed kupnem auta? Mamy bardzo duże doświadczenie i wiemy jak auta działają pod względem mechaniki. Wystarczy jedno pytanie i już wszystko wiemy – podkreśla Richard Rawlings z Gas Monkey.

Odbudowa auta trwa zazwyczaj od tygodnia do dwóch. W niektórych przypadkach, jak przy ferrari F40 termin wydłuża się do maksymalnie miesiąca. – Moim ulubionym elementem odbudowy jest oczywiście jazda próbna po zakończeniu wszystkich prac. Nie ma nic bardziej ekscytującego jak ponowne wyjechanie na ulicę samochodem, w który włożyliśmy wiele wysiłku i kasy – przyznaje Rawlings. A czy kamery wpływają na Waszą pracę? – Doskonale wiesz, że nie. Widać to też w programie, że cały czas jesteśmy wyluzowani i nie odczuwamy presji. Nieustannie jest z nami łącznie około 45 ludzi. To niezły bałagan. Z początku musieliśmy do nich przyzwyczaić, ale teraz to po prostu część naszej pracy, życia w warsztacie. Dzieje się u nas tak wiele, że to nie my mamy problem z kamerami, a operatorzy z nadążeniem za nami – dodaje.




Richard przyznaje, że nie mają konkretnych wytycznych na podstawie których tworzą i przerabiają auta. – My zawsze pytamy siebie – czy nie byłoby fajnie, gdybyśmy zrobili coś takiego z autem? Czy wyszło spoko, czy da się jeszcze coś podkręcić? Czy da się założyć większe felgi, większy silnik, bardziej obniżyć auto? To jest nasz styl!

fot. DCL

 

 

Przeczytaj także: