Cena przyjaźni – część piąta

0
79
ASG Lublin
ASG Lublin

Jeżeli jeszcze nie przeczytałeś pierwszej części opowiadania militarnego z moich lat młodości, możesz zrobić to pod tym adresem: Cena przyjaźni – opowiadanie z lat młodości w klimatach wojny.  To już piąta część.

24 Grudnia 18:00 – Kryształowe wzgórza

Na podmiejskie lotnisko dotarli wszyscy punktualnie. Na ich twarzach nie było widać żadnego zmęczenia. Tak jakby to, co do tej pory przeszli, nigdy się nie wydarzyło. Wsiedli do samolotu i odlecieli. W trakcie podróży powracały wspomnienia po ostatniej akcji na tym terenie. Bartolus spojrzał na pomalowaną w kamuflujące barwy twarz Jotema. Nawet mundury w odcieniu pustynnym wydawały mu się te same. W odrzutowcu panowała cisza. Wszyscy w skupieniu oczekiwali na dotarcie do celu.

Zbliżała się północ. Nagle światło w środku zmieniło się z czerwonego na zielone. Był to sygnał, że pora ruszać. Podeszli do drzwi i jeden po drugim wyskoczyli z samolotu. Zrzut miał odbyć się na terenie starego, porzuconego lotniska. Gdy upadli na ziemię, wokół nie widzieli nic prócz piasku.

– No i gdzie teraz? – spytał zdezorientowany Zecior. Jotem nie zdążył odpowiedzieć. Nieoczekiwanie wydmy znajdujące się naokoło nich okazały się zakamuflowanymi żołnierzami i Czarne Łapy stały już pod bronią.



Nagle jedna z osób podeszła i z nieznacznym uśmiechem na twarzy powiedziała – Wybaczcie nam tą niegościnność, ale rozumiecie zapewne, co dzieje się wokół. Musieliśmy mieć pewność, że to będziecie wy.

Żołnierz wyciągnął rękę do Jotema i przedstawił się.- Major Dekado. Dowodzę oddziałem brytyjskiego SAS-u w kontyngencie koalicji. Dookie uprzedzał, że wpadniecie. Zapraszam z nami.

Przeszli kilkaset metrów, po czym pośród pustyni ujrzeli delikatnie tlące się światełko.

– No już jesteśmy blisko – powiedział Dekado. Gdy podeszli bliżej, ich oczom ukazał się cały kompleks namiotów, idealnie wkomponowanych w trudny teren.

– Niesamowite! – stwierdził zdumiony Bartolus.
– Poznajcie się, Porucznik Kaos, Kapral Madzio, Starszy Szeregowy Moher…

Po wymianie uprzejmości Dekado przyniósł mapę terenu i przystąpił do odprawy przed akcją.

„Sytuacja: Szpital imienia Mustafy Turbana znajduje się pośrodku miasta. Do środka można dostać się na trzy sposoby. Pierwszy – górnym wejściem od strony lądowiska helikoptera. Drugi, dolnym wejściem przez recepcję od strony ulicy. Trzecim, zarazem najniebezpieczniejszym sposobem jest wejście przez parking podziemny z drugiej strony szpitala. Należy zwrócić szczególną uwagę na cywili, w tym lekarzy z koalicyjnego korpusu zbrojnego. Liczba wrogów nieznana.
Wsparcie będzie oczekiwało w pogotowiu. Gdy dotrzecie do punktu ewakuacyjnego, odpalcie zielone flary. Powodzenia.”

24 Grudnia 22:30 – Krwawa Rzeka

Żołnierze SAS-u, znani z wręcz aroganckiej pewności siebie, zadeklarowali się, że wejdą trzecim wejściem. Grupa Jotema sprawdziła broń, wzięła amunicję i potwierdziła swoją gotowość. Wsiedli do jednej z dwóch wojskowych ciężarówek i udali się w kierunku miasta. Po chwili konwój zatrzymał się.

– Panowie, dalej nie możemy jechać, teraz musimy się trochę przespacerować – powiedział Dekado.

Według mapy do szpitala mieli jeszcze około 1,5 kilometra. Niestety piaszczysta pustynia nie należy do najwygodniejszych terenów i znacznie utrudnia przemieszczanie, zwłaszcza, gdy do tego dochodzi burza piaskowa.

Wraz z żołnierzami SAS-u utworzyli dwie grupy i nie ociągając się, sprintem przedzierali się w kierunku miasta. Zza zasłony z piachu zaczęły wyłaniać się budynki. Wbiegli do miasta. Dugena zastanawiał się, jak ktoś tutaj może mieszkać. Już na pierwszy rzut oka ukazał się obraz zniszczonego wojną, biednego miasta. Co drugi budynek podziurawiony, wszędzie gruz. Po chwili przeżył szok. Obok nich znajdowało się koryto rzeki. Kilka razy w roku zapełnia się wodą lecz przez zdecydowaną większość czasu płynie nim krew. Widok trochę zaniepokoił żołnierzy Czarnych Łap.

Po chwili padły strzały. Dugena wystraszony rzucił się na ziemię, wymachując bronią w kierunku, z którego padł odgłos.

– Przyzwyczajcie się Panowie, tutaj to normalka – powiedział spokojnym tonem Dekado. -OK… Postępujemy według planu. Będziemy czekali na sygnał. Zsynchronizujcie zegarki. Czas rozpoczęcia operacji „ Domek Szefa”, to…

25 Grudnia 00:00 – „Domek Szefa

Żołnierze SAS-u pod dowództwem Dekada zniknęli za rogiem. Czarne Łapy, traktując sprawę bardzo poważnie, przystąpiły do ponownego sprawdzenia broni.

– Przypominam: mamy działać cicho i unikać zdemaskowania jak długo to możliwe. Wierzę w was Panowie – powiedział Jotem.

Udali się do budynku, będącego jedyną barierą dzielącą ich od szpitala. Snap i Zecior, tworząc pododdział „delta” udali się schodami na górne piętra budynku. Jotem z resztą, oczekując na raport swojego snajpera, przystąpili do zabezpieczenia budynku. Snap nie krył zdziwienia, że informacje dostarczone przez kolegów z SAS-u były tak dokładne, że nawet uwzględnili w nich dziurę w ścianie znajdującą się w balkonie. Idealne miejsce dla snajpera. Snap założył tłumik, rozłożył podpórki i położył się tuż obok tego otworu. Zecior wyjął lornetkę i również przystąpił do namierzania wrogów.
Po chwili do grupy Jotema dotarł raport.

– Ok., słuchajcie. Na dachu budynku po przeciwnej stronie mamy kominiarza z bronią typu Vintorez. Na kładce, przy górnym wejściu do szpitala krąży kolejny, uzbrojony w Ak72su. Snap zajmie się dachem, pozostańcie w gotowości – powiedział Zecior. Kilka sekund później padły dwa stłumione strzały.

– Chyba wyszedłeś z wprawy – szepnął Zecior.
– Chciałem mieć pewność… – oznajmił niezrażonym głosem Snap

Bartolus z kolegami uformowali szyk i niecierpliwie czekali już tylko na potwierdzenie od delty.

– Kominiarz zdjęty, drugi wrócił do szpitala. Możecie ruszać – padły wreszcie oczekiwane słowa.

W kierunku najbliżej zaparkowanego samochodu pobiegli sprintem. Gdy zobaczyli, że nic im nie stoi na przeszkodzie, ruszyli w stronę dolnego wejścia do szpitala. Nagle na kładce nad nimi pojawił się nieprzyjaciel uzbrojony w broń, której kul nie zatrzymają nawet ich kamizelki. Pod ostrzałem rzucili się w bok i po chwili, ku zaskoczeniu Dugeny, nieprzyjaciel padł martwy na maskę samochodu.

Wiedzieli, że po raz kolejny Snap uratował im życie, lecz dawno już przestali liczyć, który to już raz. Zachowawczo weszli przez rozsuwane drzwi szpitala i podążali w kierunku, gdzie według wywiadu miał znajdować się Szczepi. Nagle usłyszeli delikatny stukot. Małpa, pod osłoną kolegów, podszedł do otwartych drzwi, skąd padł dźwięk. Niespodziewanie z pokoiku wyskoczyła na niego pielęgniarka uzbrojona w chirurgiczny skalpel. Mocnym chwytem Małpa złapał ją za nadgarstek i przyparł do ściany. Skalpel spadł na ziemię. Gdy kobieta ujrzała polską flagę na ramieniu żołnierza, krzyknęła.

– Dzięki Bogu! Przepraszam was! Jestem wolontariuszką Czerwonego Krzyża. Szpital opanowali terroryści. Udało mi się uciec i próbowałam wezwać pomoc. Myślałam, że właśnie mnie znaleźli!

– Przybyliśmy po Polaka, nie wiesz przypadkiem, gdzie go przetrzymują? – spytał stanowczo Jotem.
– Nie wiem czy to on, ale widziałam, jak kogoś zabierali na drugie piętro do pokoju personelu. – odpowiedziała przestraszona.

– Małpa puść ją – rozkazał Małpie Jotem, jednocześnie łącząc się ze Snapem. – Wysyłamy do was cywila, zajmijcie się nim.

Bartolus odeskortował pielęgniarkę do drzwi wejściowych i po chwili dołączył do swoich kolegów okupujących główny korytarz. Nagle z drzwi naprzeciwko wyszła uzbrojona osoba. Wymierzyli broń i gdy upewnili się, że jest to wróg, oddali serię w jego kierunku.

Długie korytarze idealnie niosą dźwięk, szczególności wystrzałów. Zaraz na pewno zrobi się gorąco.
Nie minęło kilka chwil gdy rozpętało się piekło. Wróg był tak liczny, że wydawało się, że napiera z każdej możliwej strony.

– Gdzie jest SAS ?? – wrzasnął Dugena, próbując przekrzyczeć strzały.

– Czy ktoś pamięta, jaki mieliśmy dać sygnał ??? – zapytał, lekko zmieszany Bartolus.

Nagle zatrząsł się cały szpital i rozległo się kilka potężnych wybuchów oraz gigantyczny hałas strzelającej broni. Żołnierze Czarnych Łap mogli tylko patrzeć, jak wróg stara się uciec w panice.

– Wreszcie! Nie mogliście się pośpieszyć? – ucieszył się Małpa.

– Najmocniej przepraszam, ale jeden z naszych miał problemy fizjologiczne – uśmiechając się powiedział Dekado.

– Ok., słuchajcie. Szczepi przetrzymywany jest na drugim piętrze w pokoju personelu. Liczba wrogów nieznana. – oznajmił Jotem.

– W szpitalu znajdują się dwie klatki schodowe, od strony północnej i południowej. My bierzemy południową – oznajmił Dekado.

Po raz kolejny rozdzielili się i pobiegli w kierunku miejsc, którymi przed chwila weszli do środka.

– Dobra,  to chyba było tędy. Następnym razem Dugena masz popracować bardziej nad mapą – powiedział Bartolus widząc, że Dugena nie za bardzo wie, gdzie owe schody się znajdują.

Wreszcie udało im się odnaleźć wejście do górnej części szpitala. Wrzucili granat oślepiający. Wbiegli rozdzielając się na dwie grupy. Tak samo uczynili żołnierze SAS-u. Udało im się zamknąć wroga w pułapce. Wydawało się, że mają ogromną przewagę i wróg po prostu nie nadąża z bronieniem poszczególnych pozycji.

Obie grupy spotkały się w połowie drugiego piętra i z pełną synchronizacją weszli do pomieszczenia, w którym miał znajdować się Szczepi. Podłoga pomieszczenia pokryła się łuskami. Ilość dziur w ścianie zadziwiała, bo nikt nawet nie zdawał sobie sprawy, że wystrzelili aż tyle kul.

Udało się po raz kolejny. Padła ostatnia ochrona Szczepiego i on sam już, wyraźnie zmęczony, zdołał wydobyć z siebie uśmiech.

Niestety nie był to koniec misji. Teraz zaczynało się najgorsze. Wszyscy terroryści z Hellsingu zapewne zostali już powiadomieni o sytuacji i prawdopodobnie rozpocznie się wojna z całym miastem.

– Delta, udało się, odbiliśmy Szczepa, Przechodzimy do drugiej części operacji.

Kolejna część już wkrótce!

Śledź na bieżąco bloga dzięki Facebook. Polub stronę:

Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments