Cena przyjaźni – część trzecia

Cena przyjaźni – część trzecia

Jeżeli jeszcze nie przeczytałeś pierwszej części opowiadania militarnego z moich lat młodości, możesz zrobić to pod tym adresem: Cena przyjaźni – opowiadanie z lat młodości w klimatach wojny.  To już trzecia jego część. Drugą możesz przeczytać w tym miejscu: Cena przyjaźni – część druga opowiadania

23 Grudnia 23:00 – Ciemne światło

Dugena jednym mocnym kopnięciem przewrócił bramę wejściową, po czym szybko wdarli się do środka. Przed nimi ukazał się znajomy teren. Na wprost nich, tuż obok silosów znajdowało się zejście do tuneli konserwatorskich, po lewej dwie budki ochrony, natomiast po prawej stronie malował się zarys potężnego budynku rafinerii. Wszędzie pełno śniegu, dymu i rur. Dugena nie zatrzymując się, przedarł się przez drzwi wejścia do ochrony i skierował broń na zwłoki jednego z ochroniarzy. Za nim pojawiła się reszta żołnierzy.

– Czy wiecie, o czym teraz myślę? – spytał Jotem.

– Po ile teraz stoi benzyna na rynku? – odpowiedział żartobliwym głosem Snap .

Jotem zawołał Bartolusa. Bart podbiegł szybko i na prośbę Jotema zaczął przeglądać ostatnie nagrania z kamer ochrony. Naliczył około dwudziestu zamaskowanych osób wkraczających na teren rafinerii. Niestety, po chwili z trafionego jedną z kul komputera, zaczął wydobywać się dym i obraz z kamery się urwał. Nie mogli dłużej czekać. Musieli wkroczyć i zbadać sprawę

– Mogę się tym zająć szefie, tylko potrzebuję, kogoś, kto będzie krył mój zmarznięty tyłek! – wykrzyknął Zecior, podchodząc w kierunku dymiącego się komputera. Jotem wyraził zgodę i rozkazał Snapowi, aby został z Zetem.

Przykręcili tłumiki do broni i poprosili Dugenę, aby ze swojej „kosiarki” strzelał tylko w ostateczności, gdyż nie chcą zdradzić swojej obecności. W chwili, kiedy Jotem przeżegnał się, budynek znalazł się pod silnym ostrzałem wroga. Gdy, koło Bartolusa pocisk wręcz rozerwał szybę, Jotem krzyknął do Dugeny – Zapomnij, o czym przed chwilą mówiliśmy! Rozwal ich!! –  Dugena uderzając kolbą broni, skruszył ostatni wystający ostry brzeg szyby, oparł broń o futrynę i rozpoczął potężną wymianę ognia.

– Dug osłaniaj, lecimy! – wrzasnął Jotem i pod osłoną głośnego huku kosiarki Dugeny wybiegł na zewnątrz budynku. Podbiegli zwinnym krokiem do ściany i zaczęli biec w kierunku głównego wejścia. Stanęli przy drzwiach i Jotem przez radio zaprosił Dugenę do przyłączenia się do zabawy. Potężny, chwiejący się dwumetrowy chłop zaczął sprintem podążać do reszty zespołu. Po chwili, znad głównego wejścia otworzyła się kratka wentylacyjna i rozległa się seria strzałów w kierunku zasapanego Dugeny. Dug rzucił się przewrotem w kierunku murku, przypominając lotem trochę skok potrąconego przez samochód kota.

Wychylenie się zza murku oznaczało prawdopodobnie rychłą śmierć. Przyciśnięty do ziemi poprosił o wsparcie przez radio. Jotem ze swoją ekipą nie mógł nic zrobić, bo mogliby tylko pogorszyć sprawę. Snap, słysząc, co się dzieje, nie mógł się powstrzymać. Rozłożył swój potężny karabin snajperski i nagle w huku ognia rozległ się jeszcze jeden strzał – silniejszy i kula przebiła stalową konstrukcję wentylacji. W tej samej chwili, kiedy oddał strzał, świat  jakby na chwilę umilkł. Zrobiło się cicho, a błyski wydobywające się ze strzelającej broni zostały zagłuszone przez noc.

Małpa oparł broń na kolanie, mierząc w kierunku zdradliwej wentylacji. Bartolus przystąpił do zabezpieczania tyłów, a Jotem poleciał, co sił w nogach do Dugeny. -Dug! Dug! Nic Ci się nie stało? Dug! – wykrzyknął rozpaczliwie.

– Jak nie przestaniesz się tak drzeć, to Tobie zaraz coś się stanie! Muszę zapalić! – odpowiedział koledze Dugena. Jotem uśmiechnięty pomógł wstać swojemu towarzyszowi i wszyscy ostrożnie podeszli w kierunku głównego wejścia. Obok drzwi znajdował się zamek cyfrowy. Trzeba było podać kod dostępu, aby dostać się do środka. Bartolus poprosił Zeciora o złamanie szyfru, na co Małpa,wyjmując z kieszeni ładunek wybuchowy C4 stwierdził, że on rozszyfruje to szybciej i skuteczniej. Małpa już dawno nic nie wysadzał i Jotem nie chcąc aby z powierzchni ziemi została zmieciona cała drużyna, postanowił poczekać chwilę na kod. Minęło kilka chwil i w radiu rozległ się głos Zeciora – Gotowe, możecie wchodzić.

Bartolus trochę zdziwiony nacisnął „ok.” na klawiaturze. W chwili, gdy otworzyły się drzwi, zgasło całe światło, którym był oświetlony plac…

 

            24 Grudnia 00:00 – Potok ognia

– Yyyy… to nie ja… -zdziwionym głosem powiedział Bartolus.

– Dajcie mi panowie chwilę. Postaram się to naprawić – rozległ się głos Zeciora w radiu. Bartolus nigdy nie ukrywał, że jego ulubioną bronią jest M4 i tym razem również nie ukrywał jej atutów. Włączył latarkę zawieszoną u boku i wszedł do pomieszczenia. Czekał też na możliwość wykorzystania celownika laserowego. Jotem, bucząc coś pod nosem, wyciągnął latarkę z plecaka i wszedł za Bartem.

– Poświećcie tutaj – poprosił Dugena kolegów. Ich oczom ukazały się plany całej rafinerii. Jotem podszedł do ściany i przystąpił do wstępnych oględzin. Już po chwili wskazał na mapie główny cel i ponaznaczał miejsca, w których powinni bardzo uważać. Bartolus, widocznie przyzwyczajony do ustalania taktyki tuż przed akcja, kiwną głowa i wyciągnął kolejną paczkę papierosów. Nagle niespodziewanie zapaliło się światło. W tym samym momencie odgłos potężnego wystrzału przeciął powietrze. Po raz kolejny Snap popisał się swoimi umiejętnościami. Ciało trafionego terrorysty wpadło przez główne wejście tuż pod nogi Bartolusa, któremu na sam widok, z ust wypadł świeżo odpalony papieros.

– Wisicie mi podwójną kolejkę – w radiu odezwał się głos pewnego siebie Snapa.

Dugena szybkim kopnięciem wyważył drzwi. Za nim wbiegła reszta żołnierzy. Biegnąc, coraz to szybciej docierali do pierwszego, wyznaczonego przez Jotema punktu. Gdy ich oczom ukazały się schody, przystanęli na chwilę. Ostrożnym krokiem zaczęli wspinać się po kolejnych stopniach. Nagle spostrzegli czyjś cień padający na ścianę. Dugena najciszej jak tylko mógł, wyjął granat oślepiający i wrzucił go w kierunku źródła światła. Tuż po wybuchu granatu wbiegli na górę, unieszkodliwiając wszystkich znajdujących się tam przeciwników.

Punkt pierwszy zaliczony. Przeładowali broń i otworzyli drzwi prowadzące do północnego wejścia budynku.

Musieli się spieszyć, lecz mimo wszystko nie mogli hałasować. Wróg wiedział, że znajdują się w budynku, lecz aktualne miejsce pobytu Czarnych Łap pozostawało nieznane. Zdawali sobie sprawę z przewagi, jaką mieli wobec wroga i zdecydowanie kroczyli w kierunku drugiego punktu. Według planów drużyna była w pomieszczeniu, w którym znajdował się jeden z głównych zaworów rafinerii, a także schody prowadzące do pokoju, gdzie znajdował się system wentylacji.

Bartolus jak za dawnych lat, szedł pierwszy. Po chwili nakazał sygnałem ręcznym, aby reszta żołnierzy się zatrzymała. Przystanęli. Do ich uszu docierał odgłos wojskowych butów, uderzających o metalowe zbrojenie schodów.  Jotem wymierzył w kierunku niczego nieświadomego wroga, lecz nie mógł oddać strzału. Nie wiedział, ilu wrogów znajduje się w pomieszczeniu, w którym aktualnie przebywali. Nagle napiętą sytuację przerwał Dugena. Podbiegając do ściany, zahaczył o beczkę stojącą tuż koło niej. Rozległ się hałas. Wróg znajdujący się na schodach, tuż zaraz po tym, jak usłyszał hałas, spadł z nich martwy. Niedługo po wystrzale na twarz Małpy posypało się stłuczone szkło z okien nad nimi. Wycelowali broń do góry. Nagle przez zbitą szybę wyleciał granat. Małpa, krzycząc głośno „granat” rzucił się w kierunku zaworu znajdującego się w tunelach.

Po chwili nastąpił głośny huk i nad leżącym Dugeną przeleciała felerna beczka. Posiniaczony Małpa wybiegł szybko z tunelu do pomieszczenia i w opadającym pyle po wybuchu rozpoczął poszukiwanie przyjaciół. Mieli szczęście. Stalowa konstrukcja zdołała zamortyzować uderzenie do takiego stopnia, że skończyło się tylko na chwilowym zamroczeniu i kilku siniakach. Kiedy Małpa pomagał podnieść się swoim towarzyszom, dymiące pomieszczenie zaczęły przecinać kule. Po raz kolejny przeciwnik pokazał, że nie należy do żadnego PCK i nie przyszedł tutaj pomagać innym. Pod gradem pocisków zaczęli biec w kierunku drzwi, przez które wcześniej weszli. Nagle Jotem upadł. Dugena nie zastanawiając się ani chwili, zatrzymał się, podbiegł do kolegi i łapiąc go za ładownice, przeciągnął przez drzwi. Na zakurzonej, ociekającej potem twarzy Jotema dało się zauważyć delikatny uśmiech. Był tak zamroczony wybuchem granatu, że nie był w stanie wydobyć z siebie jakiegokolwiek słowa.

– Czarne Łapy, Czarne Łapy… Tutaj Snap – odezwał się głos w radiu.

– Tutaj Bartolus, zgłaszam się – odezwał się Bartolus w trakcie opatrywania ran Jotema.

– Poproszę o raport sytuacji – kontynuował Snap.

– Natrafiliśmy na zaciekły opór w północnej części budynku, liczba wrogów nieznana, powtarzam liczba wrogów nieznana. Dalsze kontynuowanie akcji stroną północną wykluczone. Przystępujemy do planu B –    powiedział Bartolus.

– Planu B? Jakiego planu B?? Mamy w ogóle taki???  – Odezwał się zdziwionym głosem Dugena.

– Nawet, jeżeli nie mamy, żołnierzu, to zaraz coś wymyślimy – wtrącił uśmiechem Bartolus.

– Róbcie, co do was należy… Bez odbioru… – w radiu rozległa się cisza.

Bartolus chciał iść dalej, lecz zapomniał o jednym drobnym szczególe – Jotem półprzytomny do niczego się nie nadaje, wręcz stanowi ciężar. Dugena miał na to rozwiązanie. Wyciągnął z plecaka do połowy dopitą flaszkę i zbliżył się do kolegi.

– Kochanie zostaw mnie, daj mi jeszcze pospać – odparł wyraźnie niezadowolonym głosem Jotem.

Dugena złapał kolegę za szczękę wlewając mu hojną dawkę trunku i reszta składu mogła już tylko patrzeć, dlaczego Dugena nigdy się nie męczy. Jotem zerwał się, wziął oparty o ścianę karabin i jakby przed chwilą nic się nie stało udał się w kierunku recepcji.

– No jasne! – wykrzyknął Małpa, przypominając sobie o drugim wejściu na piętro budynku. Zebrali się szybko i pobiegli za Jotemem, który jak w transie gnał przed siebie, nie rozglądając się na boki. Nagle zniknął za rogiem. Padło kilka stłumionych strzałów. Reszta ekipy przystanęła i z wycelowaną bronią w miejsce, gdzie przed chwila jeszcze był Jotem oczekiwała na to, co się stanie. Niespodziewanie zza ściany wypadł hełm. Podenerwowani żołnierze rozpoczęli ostrzał. Gdy dźwięk rykoszetujących kul ucichł, wbiegł Jotem i zadowolony krzyknął:

– Ale z Was nerwusy hahaha! – i tyle było go widać.

– Stary, coś Ty mu tam dał? – zdziwiony Małpa  spytał Dugenę.

– A nic, normalna, rozgrzewająca flaszeczka…Wiesz…. Zimno jest… – odparł Dugena, przewracając w myślach nazwy alkoholi, które wymieszał. Nieco zdezorientowane już Czarne Łapy ruszyły dalej. Zamieszanie przerwał głos Snapa w radiu:

– Te, ludzie, udało mi się podłączyć do kamer ochrony. Odtwarzanie danych zajmie mi jeszcze trochę czasu, no chyba, że wyłączycie zabezpieczenia z głównego komputera…

–  Gdzie on się znajduje? – spytał Bartolus.

–  Drugie piętro, południowa część budynku –

–  OK, zajmiemy się tym…

Ciąg dalszy nastąpi. Jeżeli spodobał Ci się tekst, polub stronę na Facebook. Tam najszybciej dowiesz się o kolejnej publikacji.

Przeczytaj także: