Cena przyjaźni – część siódma

Cena przyjaźni – część siódma

Jeżeli jeszcze nie przeczytałeś pierwszej części opowiadania militarnego z moich lat młodości, możesz zrobić to pod tym adresem: Cena przyjaźni – opowiadanie z lat młodości w klimatach wojny.  To już siódma i ostatnia część. Jeżeli całość zainteresuje więcej osób, to zabiorę się za pisanie sequela. Miłej lektury.

[…]

Doszli do rozdroża i w tym momencie musiała zapaść decyzja – w która stronę pójść. Jotem wydał ryzykowny rozkaz. Postanowił rozdzielić zmęczony i niosący rannego skład. Musiał, bo nie miał innego wyjścia. On sam miał udać się z Dugeną, Małpa z Bartolusem mieli towarzyszyć Szczepiemu. Pierwszy raz na kamiennej twarzy Dugeny dało się zauważyć strach. Już nikt nie był pewien swego losu. Jotem miał nadzieję, że nikt nie podzieli losu Gosi.

Było strasznie ciemno. Bartolus, przemierzając na oślep tunel, zaczął rozmawiać ze Szczepim. Po chwili przestał mówić, podniósł lewą pięść i zatrzymał się. Szczepi wiedział, że nie wróży to nic dobrego. Przystanęli i schowali się za wystającymi kolumnami. Tunele były strasznie wąskie i byli pewni, że nie ominie ich walka. Nastała cisza. Jedyne, co można było usłyszeć, to coraz to głośniejsze kroki zbliżającego się wroga oraz głośne bicie serca Szczepiego. Bartolus, nasłuchując kroków, obserwował delikatne fale rozchodzące się po brudnej wodzie. Fale stawały się coraz większe. Ku jego zdziwieniu metoda okazała się niezbyt dobra, gdy nagle ujrzał płynącego szczura z papierem toaletowym w zębach. Jednak instynkt go nie mylił. Docierał do nich czyjś głos, słowa wypowiadane w innym języku. Nadchodziło nieuniknione. Postanowili nie prowokować walki. Małpa trzymał w ręku ostatni magazynek i było po nim widać, że coraz bardziej się denerwował. Nagle kroki ustały. Małpie ze zdenerwowania wypadł magazynek prosto w kałużę. Wróg usłyszał to i w jednej chwili kule zaczęły ich szukać poprzez wąskie tunele.

Jotem z Dugeną, po usłyszeniu strzałów, skręcili w pierwsze przejście prowadzące w miejsce, skąd podążały odgłosy walki. Małpa z Bartolusem powoli nie dawali rady. Wróg nieugięcie prowadził ostrzał.  „Czarne ręce” spodziewały się, że ich broń za chwilę strzeli po raz ostatni. Wiedzieli, że tylko cud może ich uratować. Po chwili nastąpiło najgorsze, Bartolus wystrzelił ostatnią kulę. Byli przygotowani na nieuniknione, na spotkanie twarzą w twarz z wrogiem. Tym razem już nic nie mogli zrobić.

Kule królowały w powietrzu, co i raz dało się słyszeć stuknięcia pocisków o ścianę. Tunel wzmacniał i niósł hałas. Bartolus usiadł, jakby był już pewien, że nic mu nie pomoże. Jednak Małpa nie miał zamiaru czekać na śmierć. Wyjął pistolet i z zaciśniętymi zębami wybiegł zza kolumny. Nagle strzały ucichły. Szczepi, cały się trzęsąc, zaczął nucić swoją ulubioną melodię. Nieoczekiwanie, ku jego zdziwieniu, zza ściany, gdzie do niedawna czekała na nich śmierć pojawił się Jotem z Dugeną. Ucieszył się, wymodlony cud stał się, Jotem i Dugena znaleźli tunel, który poprowadził ich wprost na tył pola walki. Szczęśliwie udało im się podejść niezauważenie, co przelało szalę zwycięstwa w tej bitwie na ich korzyść. Szczepi jeszcze nigdy się tak nie cieszył. Po raz kolejny został ocalony przez swoich przyjaciół. Gdy poszukiwali amunicji u poległych wrogów natrafili na mapę tunelu. Wreszcie zaczął im sprzyjać los! Z planów wynikało, że jakieś 500 metrów od nich, w kierunku północnym, znajduje się prowadząca na zewnątrz klatka schodowa.

– Idźcie Panowie, ja za chwilę dołączę, muszę się tylko yy… załatwić – oznajmił Bartolus. Wyciągnął papierosa i udał się na stronę. Po chwili wyszedł zza kolumny. Gdy wzdłuż tunelu nie zobaczył swoich kolegów, zapinając rozporek zaczął biec w kierunku, w którym mieli się udać. Niespodziewanie przed nim wyrósł wróg.

Spanikowany podniósł swoją broń i gdy chciał strzelić, przekonał się, że jego ciężki karabin po raz pierwszy w życiu zaciął się. Nie myśląc długo rzucił bronią w przeciwnika. Ten jednak wykonał unik. Nie zdołał wykonać już drugiego, bo Bartolus rzucił w niego hełmem. Uśmiechnięty podniósł broń. Stuknął kilka razy w magazynek i broń była gotowa do dalszej walki. Chwilę później dołączył do swoich kolegów.

Podążali zgodnie z mapą. Zbliżali się do ostatniego skrzyżowania przed klatką schodową. Musieli działać ostrożnie. Jotem wychylił się zza ściany i mierzył w kierunku, z którego mógł wyłonić się nieprzyjaciel. Idący obok niego Małpa również osłaniał przesuwających się naprzód kolegów. Gdy upewnili się, że teren jest czysty, przemieścili się i oni. Udało się. Pojawił się upragniony cel. Bartolus jednym celnym strzałem zdjął kłódkę z ogrodzenia drzwi i już nic nie dzieliło ich od wyjścia na zewnątrz. Wbiegli szybko po schodach i ostrożnie otworzyli ostatnie drzwi. Wyszli na zewnątrz. Rodziło się kolejne pytanie – gdzie oni są do licha? Jotem rozejrzał się dokoła i spostrzegł budynek oznaczony krzyżem.

– Tam jest szpital… Czyli nasz punkt ewakuacyjny musi być tam! – Analizując chwilę kompas, pokazał palcem.

Ruszyli sprintem przed siebie. Żołnierze Czarnych rąk byli już wycieńczeni, w końcu są już emerytowanymi komandosami. Nie mogli jednak uśpić swojej czujności. Za każdym rogiem, po każdym metrze czaiło się na nich niebezpieczeństwo.

– Panowie! Już niedaleko! – krzyknął Bartolus, widząc zarysy lądowiska przy szpitalu.

Niespodziewanie padło kilkanaście strzałów w ich kierunku. Rzucili się na ziemię i próbowali zlokalizować źródło gradu kul. Na końcu ścieżki stało stanowisko broni maszynowej typu RPK. Jotem, mający już dość całego zamieszania dał sygnał do osłony i gdy Dugena rozpoczął ostrzeliwanie stanowiska przeciwnika Jotem przystanął, przycelował i oddał strzał z granatnika. Strzały ucichły.

– Hm… Nieźle! – stwierdził Dugena.

Nagle Bartolus spostrzegł Małpę leżącego w kałuży krwi. Dugena zdenerwowany podbiegł do niego.

– Małpa! – krzyczał, potrząsając kolegę.

– Zostaw go. Nie żyje, kula przebiła kamizelkę i dostał w serce… – powiedział smutnym głosem Jotem. Bartolus zerwał Małpie nieśmiertelnik i zabrał białą kartę.

– Panowie. Musi się nam udać. Zróbmy to dla Małpy – powiedział ze spuszczoną głową Bartolus.

Dugena, wyraźnie rozwścieczony pobiegł krzycząc pierwszy. Małpa był jego przyjacielem i nie mógł sobie darować, że nie napiją się już razem. Jotem nie zastanawiając się ani chwili dłużej, wziął ciało Małpy na barki i pobiegł z pozostałymi za Dugeną.

Snap zniecierpliwiony cały czas skanował teren wokół lądowiska. Po chwili w swoim celowniku ujrzał wariata strzelającego w każdym kierunku. Ucieszył się. Po długim okresie milczenia ujrzał Dugenę.

– Idą! – Krzyknął do Zeciora.

– Najwyższa pora – odpowiedział Zet.

Udało im się dotrzeć do lądowiska. Snap z Zeciorem ruszyli na spotkanie z nimi. Bartolus wyjął z plecaka zieloną flarę. Odpalił i rzucił. Już po chwili nad lądowiskiem pojawiły się dwa śmigłowce z żołnierzami  SAS-u na pokładzie. Z jednego z nich na linach zjechali komandosi, żeby zabezpieczyć punkt ewakuacyjny. Drugi przystąpił do lądowania.

– Mówiłem, że jeszcze się spotkamy – powiedział Dekado wyskoczywszy ze śmigłowca. Snap z Zeciorem wbiegli na lądowisko i ujrzeli Jotema trzymającego Małpę.

– Nie! – cały hałas zdominował głos Snapa. Nieoczekiwanie padł strzał. Kula przeszyła Jotema na wylot. Padł na ziemię tuż obok Małpy. Wszyscy rzucili się na ziemię i starali się wypatrzyć snajpera wroga. Snap namierzył już przeciwnika, ale nie zdążył strzelić. Śmigłowiec ostrzelał z karabinu miejsce, w którym dojrzeli nieprzyjaciela. Snap pobiegł w kierunku Jotema i zaczął go opatrywać.

Jotem wyciszającym się głosem poprosił przyjaciela o wzięcie jego białej karty i  przed zamknięciem oczu powiedział.

– To był zaszczyt z Wami służyć, moi przyjaciele…

Snap, nie wierząc w to, co widzi,  próbował jeszcze coś zrobić. Żołnierze SAS-u przenieśli ich do śmigłowca. Snap trzymał za rękę przyjaciela i co chwilę powtarzał mu, że wydobrzeje i jeszcze nie raz razem pójdą  do „Szalonego Gumisia”.  Helikoptery wzbiły się w powietrze zostawiając agonię i woń palącego się miasta.

25 Grudnia 20:00 –   Nieznani bohaterowie

Niestety postrzał Jotema okazał się śmiertelny. Bartolus nawet nie chciał myśleć, co ma powiedzieć jego żonie podczas wręczania białej karty. Pogrzeb był skromny i odbył się niemalże natychmiast. Pośród wielu krzyży po poległych żołnierzach, spoczęły dwa wyjątkowe. „Semper Fidelis!” W tych słowach kryje się całe ich życie.

– Biała karta Jotema skierowana była do mnie, prosił mnie, abym opowiedział wszystkim, co się stało i żebym zakończył ostatni jej rozdział, co właśnie czynię. Poświęciliście się w imię wartości, w którą głęboko wierzyliście, w przyjaźń. Zapłaciliście za jej obronę najwyższą cenę. Zawszę będziemy Was pamiętać. Spoczywajcie w pokoju… Przyjaciele. – salutując, powiedział Bartolus.

„Od chwili tej, aż do końca świata, w pamięci ludzkiej będziemy żyć – My, wybrańców garść – kompania braci”. William Szekspir.

 

Przeczytaj także: